- Projektów typu: damy komuś, zabierzemy komuś, minister finansów popierać nie będzie - powiedział wczoraj minister finansów Mirosław Gronicki. Odniósł się w ten sposób do kwestii wprowadzenia 50-proc. stawki podatku dochodowego dla najlepiej zarabiających. O takim pomyśle, który miał się zrodzić w szeregach SLD, donosiły wczoraj media.
Po wczorajszym posiedzeniu Komisji Trójstronnej jasne stało się również to, że w przyszłym roku nie będzie obowiązywała tzw. ulga aktywizacyjna, której koncepcje opracowało ministerstwo gospodarki (pisaliśmy o niej wczoraj). - Ta propozycja nie tyle została odrzucona, ile dokończyliśmy rozmowy na jej temat - powiedział wicepremier Jerzy Hausner. Jego zdaniem, prace nad tym projektem będą kontynuowane, a wejście w życie ulgi byłoby możliwe w 2006 roku.
Jak wyjaśnił nam wiceminister gospodarki Piotr Kulpa, przedmiotem konsultacji ze związkowcami i pracodawcami będzie jedna z trzech propozycji resortu. Chodzi o pomysł, aby koszty uzyskania przychodu zastąpiła malejąca ulga. Skutkiem jej wprowadzenia miałoby być zwiększenie płacy netto zarabiających mniej niż średnia krajowa. Aby rozwiązanie było neutralne dla budżetu, nieco wyższe podatki będą musieli zapłacić zarabiający powyżej przeciętnej.
Komisja Trójstronna nie porozumiała się również co do wzrostu płac w 2005 roku. - Zgodnie z ustawą, będą więc obowiązywać propozycje rządowe, a to oznacza, że najniższe wynagrodzenie wzrośnie z 824 zł do 849 zł - powiedział Jerzy Hausner. Jego zdaniem, ta propozycja jest bezpieczna zarówno dla pracowników, jak i dla finansów publicznych. Związki zawodowe żądały wzrostu minimalnej płacy o 5,5%. Zgodnie z rządową propozycją, podniesione będą również płace w "budżetówce" - o 3%, oraz płace przedsiębiorców - o 4,5%.