- Powstanie takiej superkomisji nadzorującej europejski rynek przede wszystkim obniżyłoby koszty dla spółek, które działają na terenie całego kontynentu - argumentował, w rozmowie z agencją Bloomberga, Andreas Gruenbichler. - Poza tym trzeba dostosować się do giełd, które już się konsolidują w Europie i będą potrzebowały jednego regulatora - dodał. Najlepszym przykładem jest Euronext, czyli sojusz giełdowy utworzony z inicjatywy giełdy paryskiej, do którego należą też rynki z Amsterdamu, Brukseli i Lizbony oraz londyńska giełda kontraktów terminowych - Liffe. Jednak A. Gruenbichler mógł się też posłużyć przykładem z "własnego podwórka". Coraz większą aktywność, jeśli chodzi o ekspansję, wykazuje giełda wiedeńska. Niedawno, razem z austriackimi bankami, przejęła kontrolę nad rynkiem budapeszteńskim. Z Wiednia i Budapesztu nadeszły też sygnały, że chętnie obie instytucje zacieśniłyby współpracę z warszawską GPW.
- Rynek kapitałowy w Europie konsoliduje się szybciej niż np. sektor bankowy czy ubezpieczeniowy. I to właśnie jemu potrzebny jest dobry nadzór, a taki gwarantuje tylko jedna instytucja - podkreślił szef austriackiej Komisji, dodając, że taka instytucja powinna ściśle współpracować z narodowymi regulatorami.
Za powstaniem jednej europejskiej superkomisji opowiedzieli się już w tym roku deputowani do Parlamentu Europejskiego. Ich zdaniem, stworzenie takiego podmiotu pozwoli w przyszłości uniknąć skandali, np. związanych z kreatywną księgowością, który wybuchł we włoskim koncernie spożywczym Parmalat. Komisja Europejska też jest za takim pomysłem, ale na razie kończy się na hasłach. Prace w tym kierunku jeszcze się nie rozpoczęły.
Bloomberg