W wyniku ostatnich zwyżek WIG20 dotarł do silnej strefy oporu składającej się z górnej połowy tygodniowej czarnej świecy z kwietnia (1830-1855 pkt), górnej połowy dziennej czarnej świecy z tego samego okresu oraz górnej linii wzrostowego kanału trendowego, obejmującej ostatni miesiąc. Podczas piątkowej sesji indeks zaatakował wspomniane bariery i na jakiś czas nawet wybił się górą z kanału. Końcówka sesji wypadła jednak znacznie słabiej. W rezultacie indeks nie tylko powrócił do wnętrza kanału, ale także utworzył negatywną formację spadającej gwiazdy. Podobna świeca powstała na wykresie WIG, który w tym samym czasie testował szczyt z kwietnia (historyczny rekord). Jej wymowa jest jednak mniej niekorzystna, ponieważ zamknięcie nastąpiło powyżej oporu.
Piątkowe niepowodzenie byków powinno spowodować cofnięcie się WIG20 do strefy wsparcia składającej się z dolnej linii wzrostowego kanału trendowego, biegnącej przez dołki z końca sierpnia i 15 września, oraz dolnej połowy białej świecy z 15 września (okolica 1800 PKT). Przełamanie tego wsparcia zapowiadałoby dalsze obsuwanie się indeksu. Za tym, że może się tak stać, przemawia znaczne wykupienie rynku widoczne po RSI, który od 7 września z jednodniową przerwą znajduje się powyżej 70. Może to zapowiadać korektę, która pozwoli rynkowi na odzyskanie sił do ponownego ataku na opory. Na dłuższą metę wykupienie świadczy jednak o dużej dynamice wzrostu i jest raczej pozytywnym sygnałem. W pewnym sensie, jest to sytuacja odwrotna do negatywnej dywergencji, która sugerowałaby wytracanie wzrostowego impetu i formowaniu się długoterminowego szczytu.
Równie dobrze wygląda MACD, który także przekroczył swój szczyt z kwietnia. Kolejnym plusem jest brak nadmiernego optymizmu widoczny po ujemnych wartościach WIGOMETR-u. Końca hossy wykluczyć oczywiście nie można. Nie ma co jednak zniechęcać się z powodu kiepskiej końcówki piątkowej sesji. Co innego jeśli na przykład WIG20 przełamie teraz linię trendu wzrostowego, a później będzie rósł z malejącą dynamiką i przy spadających obrotach. Taka sytuacja musiałaby jednak potrwać wystarczająco długo by można było uciec z rynku.