Cena walorów łódzkiej firmy rosła szybko już na początku września, podobnie jak innych przedsiębiorstw produkujących odzież. Przedstawiciele zakładów, tłumacząc zwyżkę, mówili o "blasku Vistuli opromieniającym całą branżę", a prezes Próchnika Jacek Pudło zapewniał: żaden cud się w spółce nie wydarzył.
Wielu do handlu
Próchnik, jeden z ulubieńców giełdowych spekulantów, wyróżniał się jednak wówczas wysoką płynnością papierów. Podobnie było wczoraj. Właściciela zmieniło 1,4 mln akcji, czyli 14% kapitału - najwięcej od kwietnia. Skok kursu był imponujący - 17,8%. Na koniec sesji notowania osiągnęły poziom 1,85 zł, najwyższy od maja. - Myślę, że to ruch spekulacyjny wywołany pozytywną informacją. Za kilka dni kurs zapewne wróci do normy. Oceniam, że aktualnie notowania są lekko zawyżone, bo inne spółki, znajdujące się w podobnej do naszej sytuacji, są znacznie niżej wyceniane - komentuje prezes J. Pudło.
Pozytywna informacja, o której mówi, to zakup przez Elżbietę Sjöblom wierzytelności wobec Próchnika, przysługującej dotychczas BPH i opiewającej na 2,72 mln zł. Warunki transakcji nie zostały ujawnione. Wiadomo tylko, że E. Sjöblom przejęła wszystkie zabezpieczenia przysługujące bankowi. Inwestor chce zamienić roszczenia na nowe akcje firmy (tym samym "uwolnione" zostałyby zabezpieczenia).
- To trochę za mało, aby przedsiębiorstwo odzyskało płynność, ale na pewno byłby to dobry początek na drodze do jej przywrócenia. Potrzeba nam jeszcze trochę szczęścia, np. srogiej zimy (firma sprzedaje płaszcze i kurtki - red.) - mówi J. Pudło.