O tym, że na rynku zagościła korekta (w biegu?), nie trzeba nikogo przekonywać. Czwartkowy słaby początek notowań pokazał, że jeśli ceny nie rosną, byki potrafią stać się nerwowe. Z drugiej strony, jest w stanie podłożyć niżej sporo zleceń kupna i tym samym uśredniać swoje pozycje. To pokazuje determinację, ale może także stanowić ostrzeżenie, że jeśli faktycznie dojdzie do spadków, to będę one bardzo dynamiczne.
Sądziłem, że czwartkowa zniżka będzie nieco głębsza i zatrzyma się w obszarze 1790 pkt. Okazało się, że 1800 pkt skutecznie wpłynęło na psychologię graczy i powstrzymało ich od dalszej wyprzedaży. Po stronie kupna znów pojawiły się 3-cyfrowe oferty.
Jeśli miałbym prognozować, co bardziej prawdopodobne - spadek kontraktów na WIG20 do poziomu 1740 pkt (najczęściej wymieniany przez innych komentatorów) czy wzrost do wierzchołka z kwietnia (1890 pkt), obstawiłbym tę drugą możliwość. Nie sądzę, żeby i SK-15 i pierwszy poziom zniesienia Fibonacciego (dla wzrostu od 13 sierpnia) zostały pokonane. Choć jeśli spojrzeć na wykres kontraktów w perspektywie ostatniego roku, to okaże się, że każda bardziej dynamiczna zwyżka kończyła się podobną w dynamice wyprzedażą. To w tej chwili chyba podstawowa obawa graczy, bo o fundamenty gospodarki już dawno się zapewne nie martwią.
Sugeruję jednak większą wagę przywiązywać do silnego złotego, co nie pozostanie bez wpływu na polski eksport, jak również nie powinno raczej zachęcać inwestorów zagranicznych do zakupów naszych akcji. Ich popyt skoncentruje się (bo musi) na walorach PKO BP i nikt nie zagwarantuje, że choćby jego część przeniesie się na giełdę. Z uwagi na te czynniki jestem sceptyczny co do możliwości pokonania poziomu 1890 pkt w ramach bieżącego trendu wzrostowego.