W hokejowej lidze NHL trwa lokaut i w tym sezonie rozgrywki najprawdopodobniej w ogóle nie wystartują. To nie tylko przykra wiadomość dla kibiców, ale też niższe przychody dla sieci kablowych, barów czy sprzedawców sportowej odzieży.
Właściciele 30 klubów NHL, sześciu kanadyjskich i 24 amerykańskich, ogłosili lokaut dwa tygodnie temu, kiedy po miesiącach negocjacji nie doszli z zawodnikami do porozumienia w sprawie płac. Rozgrywki miały się zacząć w połowie października. Większość hokeistów - jak nasz Mariusz Czerkawski - wybrała grę w Europie lub też zagra w innych, w tym powołanych naprędce, ligach za Atlantykiem.
Odwołanie rozgrywek w NHL to przede wszystkim cios dla Kanady, ojczyzny hokeja, gdzie dzisiaj jest to sport numer jeden. Według styczniowego raportu Glena Hodgsona, ekonomisty z rządowej agencji Export Development Canada, wpływy eksportowe Kanady związane z hokejem wynoszą ok. 400 mln dolarów kanadyjskich (1 CAD = 2,78 zł) rocznie. Doug Porter, ekonomista z BMO Nesbitt Burns w Toronto, ocenia, że z powodu lokautu tempo wzrostu kanadyjskiego PKB będzie w czwartym kwartale o 0,1 pkt proc. słabsze od 3,7%, szacowanych przez jego firmę. - Niepewność towarzysząca okresowi lokautu tylko pogłębia straty, choćby dlatego, że bardzo utrudnia planowanie czegokolwiek - mówi Porter.
Wśród firm, którym lokaut pokrzyżował szyki i najprawdopodobniej przyczyni się do strat, są m.in. stacje telewizyjne. Państwowa Canadian Broadcasting Corp., której sobotni program "Hockey Night in Canada" regularnie gromadził przed telewizorami ponad milion osób, zwolniła 50 pracowników i podziękowała grupie 70 współpracowników, pomagających przy relacjach z hokejowych aren. Największy operator kablowy w Kanadzie, spółka Rogers, musiała odwołać sprzedaż pakietu obejmującego relacje z NHL, który można było zamówić za 199,99 CAD na cały sezon. Telewizje sportowe chcą wypełnić czas antenowy, pokazując hokejowe klasyki lub poświęcając więcej miejsca innym dyscyplinom, np. wyścigom Nascar czy meczom NBA, szczególnie z udziałem jedynej kanadyjskiej drużyny - Toronto Raptors.
Al Browne, właściciel trzech restauracji sieci Hooters w Calgary i Edmonton, oszacował, że przychody tych lokali będą w tym sezonie o pół miliona dolarów kanadyjskich mniejsze, niż gdyby rozgrywki normalnie się odbyły. Przy okazji każdego z meczów każda z restauracji zarabiała dodatkowe 1000 CAD, m.in. sprzedając razem z posiłkami bilety na spotkania. Narzekają też firmy produkujące sprzęt i odzież sportową. - Jeśli jest lokaut i ulubiony gracz nie wyjedzie na lód, fani nie pobiegną do sklepów kupować jego koszulki - ubolewa Len Rhodes, wiceprezes ds. globalnego marketingu w dziale hokejowym Reeboka.