Rosyjski parkiet momentami zyskiwał wczoraj 8%, a węgierski BUX zrobił szczyty hossy, rosnąc 1,3%. W takim otoczeniu niedźwiedziom bardzo trudno zyskać każdy punkt. Mimo to, nie można oceniać wczorajszego zachowania rynku pozytywnie. Skoro cały region ma tak świetny nastrój, a poprzednie sesje na GPW wręcz zachęcają do euforii, to skromne +0,4% na WIG20 i minusy na kontraktach nie świadczą o silnym rynku. Byłoby dużo gorzej, gdyby nie wyskok popytu na początku notowań i późniejsza siła banków. Patrząc na mniejsze spółki czy na TechWIG, to sporo skończyło na minusach. Rynek dalej jest bardzo wąski. To siła zagranicznego popytu na największych spółkach rysuje na wykresach tak wyraźny kierunek.
Wczorajsze słabsze od regionu zachowanie GPW należy jednak traktować tylko jako chwilę oddechu, realizację zysków i przygotowanie do ataku na kwietniowe szczyty. Sytuację zmieniłoby dopiero zakrycie luk hossy z tego tygodnia, lub przy tak ogromnych obrotach jak wczoraj, wyrysowanie spadającej gwiazdy na dziennych świeczkach. Wczoraj było takie realne niebezpieczeństwo, ale jeśli miałbym oczekiwać takiego sygnału, to dopiero po przebiciu kwietniowego szczytu i wprowadzeniu rynku w euforię.
Na razie nie było ani euforii, ani sygnałów sprzedaży, więc należy zakładać kontynuację wzrostu. Zapewne z odpoczynkiem przed próbą atakowania szczytów. Na ten odpoczynek wskazuje właśnie wtorkowe relatywnie słabe zachowanie GPW. Zresztą i bez tego nierozsądne byłoby ze strony funduszy wprowadzanie giełdy w stan ekstazy w przeddzień piątkowego raportu o amerykańskim rynku pracy. Finansowy świat wstrzymuje oddech przy tych cyferkach, a szczególnie teraz, tuż przed wyborami prezydenckimi, ta publikacja może rynki mocno rozhuśtać.