Kurs Orlenu poszedł w górę o 2,3% przy obrotach przekraczających 100 mln zł, o ok. 1% podrożały też KGHM i TP. Do niedawna takie zwyżki ulubieńców zagranicy wystarczyły, by WIG20 zyskał przynajmniej 0,5%. Tym razem indeks nawet nie drgnął, chociaż hossa paru największych spółek trwa w najlepsze. Niestety, nie skłania to do optymizmu. Grono rosnących walorów staje się coraz węższe. W trendach spadkowych zaczyna pogrążać się nie tylko wiele mniejszych firm, ale także część tych z WIG20. W fatalnej sytuacji technicznej znalazł się Prokom. Kurs z impetem i przy niemałych obrotach przebił wsparcie w strefie 150-155 zł, wynikające z dołków z listopada ub.r. i lipca. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko oczekiwać dalszych spadków. Kupowanie teraz akcji Prokomu ma sens tylko pod warunkiem dłuższego horyzontu inwestycji, i o ile ma to uzasadnienie w fundamentach, bo kurs dużej spółki rzadko spada tak mocno bez powodu.

Ta coraz głębsza polaryzacja rynku nie sprzyja szybkiemu pokonaniu przez WIG20 kwietniowego szczytu. Jego bliskość najwyraźniej zniechęca część inwestorów do angażowania już teraz swoich środków, także z uwagi na ofertę PKO BP. Paradoksalnie być może najlepszym obecnie rozwiązaniem byłby brak rozstrzygnięcia. Ruch horyzontalny przez kilka sesji wyszedłby zapewne na dobre rynkowi. W przeciwnym wypadku zbyt pośpieszny atak na szczyt mógłby przynieść porażkę byków.

Niezmiennie słabo zachowują się średnie spółki. MIDWIG w ciągu trzech sesji spadł na wysokość wrześniowego dołka (1742,5 pkt). Niedźwiedziom sprzyja opadający MACD, który sygnał sprzedaży dał jeszcze w końcu ubiegłego miesiąca. Wsparcie na razie nie zostało przełamane, jest więc jeszcze cień nadziei. Nadziei nie tyle na powrót do hossy, co na utrzymanie się indeksu w średnioterminowym trendzie bocznym między wspomnianym dołkiem a wrześniowym szczytem (1779 pkt). Dzisiaj może paść odpowiedź na to pytanie. Konsolidacja zarysowała się wyraźnie na wykresie tygodniowym. Tu od miesiąca na przemian występują białe i czarne świece.