Proponowane przez SLD dodatki otrzymać miałyby osoby pobierające renty, emerytury lub zasiłki przedemerytalne, a których roczne dochody nie przekraczają 9,6 tys. zł. Te dodatkowe świadczenie - wypłacane raz w roku - należałoby się więc ponad 4,8 mln Polaków. Zgodnie z propozycją Sojuszu świadczeniobiorca otrzymywałby 10% różnicy między swymi rocznymi dochodami, a kwotą 9,6 tys. zł. Np. osoba pobierająca najniższą rentę (469 zł miesięcznie) mogłaby liczyć na dodatek w wysokości 392,2 zł, a emeryt, który ma minimalną emeryturę (639 zł) dostałby 313 zł.
- Majstrowania przy podatkach w tej sprawie nie będzie - zapewnił przewodniczący SLD. Pytany, w jakich sprawach Sojusz zamierza majstrować przy podatkach, a w szczególności czy zgłosi propozycje 50-proc. stawki PIT dla najbogatszych, Krzysztof Janik powiedział: - Jeśli okaże się, że zabraknie pieniędzy na sfinansowanie dodatków, zwrócimy się do osób najbogatszych.
- Jest grupa ludzi, których jakość życia się nie pogorszy się, nawet jeśli zabierze się im jeszcze 10% dochodu - dodała posłanka SLD Anna Filak.
Na pytanie, czy SLD uzgodnił pomysł dodatków z ministrem finansów, Krzysztof Janik powiedział: - Rząd zna nasze zamiary. Nie słyszałem, aby żeby premier miał coś przeciwko.
Zdaniem wiceministra finansów Jarosława Nenemana propozycja SLD jest o tyle dobra, że nie burzy niczego w systemie podatkowym. Według niego w budżecie nie ma jednak żadnych "wolnych środków". - Pieniądze na ten cel trzeba by więc wygospodarować, czyli zabrać komuś innemu - dodał Neneman.