Tak silnych spadków nie notowano już od kilku miesięcy. Największe spółki uznawane za "ulubieńców" kapitału zagranicznego tym razem zupełnie zawiodły, ciągnąc indeksy w dół. Tak jak wcześniej notowały największe zwyżki na tle pozostałych firm, teraz były liderami spadków. WIG20, tracąc aż 2,7%, tym razem wypadł znacznie gorzej niż np. indeks "średniaków" MIDWIG (-0,8%). Czołowe blue chips traciły po kilka procent przy obrotach rzędu 90-100 mln zł. Wobec tak masowej wyprzedaży KGHM, PKN Orlen czy TP, inwestorzy zupełnie zwątpili, że spadki mogą się szybko zakończyć. W końcu to właśnie te kilka spółek napędzało wrześniową hossę. Humory akcjonariuszom Orlenu mogło popsuć utrzymanie przez agencję Fitch negatywnej perspektywy ratingu. Spadły kursy niemal wszystkich firm wchodzących w skład WIG20 - z wyjątkiem Banku BPH, który jednak "wyprzedzająco" mocno potaniał dzień wcześniej.

Polskim akcjom nie sprzyjało pogorszenie nastrojów na giełdach europejskich. Inwestorzy negatywnie zareagowali m.in. na niższy od oczekiwań niemiecki indeks nastrojów ZEW. Niestety, wczorajszej przeceny nie da się w pełni wytłumaczyć spadkiem notowań za granicą, bo np. niemiecki DAX zniżkował o 1,5%, a węgierski BUX - "tylko" o 0,6%. Wobec powszechnej wyprzedaży nawet pozytywne doniesienia ze spółek nie były w stanie zachęcić inwestorów do kupna akcji. O 0,3% spadł kurs Boryszewa, mimo że spółka kolejny raz podwyższyła prognozę tegorocznego zysku o 10%.