Wczorajsza sesja nie przejdzie do historii. Tak przynajmniej wyglądała sytuacja po zamknięciu giełd azjatyckich i europejskich. Zmiany najważniejszych indeksów nie przekraczały 1%, a kolor zielony wymieszał się z czerwonym niemal dokładnie pół na pół. Dużo ciekawsze wydarzenia dzieją się na rynku walutowym i to na nich koncentruje się uwaga większości inwestorów. To tutaj dzieją się teraz najciekawsze wydarzenia. Za euro trzeba już na światowych rynkach zapłacić ponad 1,25 dolara i jest to najwyższy kurs od lutego tego roku. Oznacza, że doszło do wybicia z w górę z trwającej pół roku konsolidacji. Analiza techniczna nie pozostawia wątpliwości, że euro będzie jeszcze droższe. Przekroczenie szczytu z początku roku (1,28 dolara za euro) jest bardzo prawdopodobne. Zwróciłby też uwagę na bardzo rozległa konsolidację euro względem jena. To też jeden z ważnych rynków dla krajów posługujących się wspólną walutą. Umocnienie także tej pary walutowej może zwiększyć obawy o zyski firm ze strefy euro i tym samym zepchnąć indeksy rynków akcji na jeszcze niższe poziomy.

Akurat ten dla nas najważniejszy - niemiecki - zachowuje się dość słabo. Po przełamaniu wsparcia i w postaci wrześniowego szczytu i wzrostowej linii, nie doczekaliśmy się na razie żadnego odreagowania. Jednak spadająca dynamika zniżki sugeruje, że przynajmniej w perspektywie kilku dni może zadziałać wsparcie wyznaczane przez wrześniowy dołek na 3874 pkt. Jego ewentualne pokonanie otworzy drogę do 3647 pkt., skąd rozpoczęła się ostatnia fala wzrostowa.

Z punktu widzenia polskiego rynku istotne jest także zachowanie Nasdaq Composite. Indeks właśnie testuje wzrostową linię trendu, która wyznaczała tempo zwyżki w ostatnich dwóch miesiącach. Jej przebicie bardzo utrudni poprawę koniunktury w polskich spółkach informatycznych, które ostatnio mają bardzo słabą passę. Utrzymanie indeksu ponad wsparciem znacznie zwiększy, na przykład, szansę na ruch powrotny do linii szyi głowy z ramionami, która w ostatnich kilkunastu miesiącach została zbudowana na wykresie Prokomu.