W maju tego roku, kiedy oponiarska spółka opuszczała giełdę, francuski inwestor miał 99% jej walorów. Zadeklarował, że za resztę akcji zapłaci po 46,5 zł, a więc tyle samo, ile w ostatnim wezwaniu. Wczoraj poza kontrolą Michelina było jeszcze około 65 tys. papierów Stomilu Olsztyn stanowiących 0,5% kapitału. Biegły rewident wycenił każdy na 54,46 zł. Jak twierdzą przedstawiciele spółki, wyższa cena to zachęta dla drobnych akcjonariuszy, którzy nie zamierzali sprzedawać akcji. Wynika także z bieżącej sytuacji przedsiębiorstwa i jego wyników. W Stomilu dowiedzieliśmy się, że zgłosili się już właściciele około 60% walorów będących poza kontrolą Michelina. Pozostali mają czas do 8 listopada. Jeżeli tego nie zrobią, i tak przestaną być akcjonariuszami firmy, ponieważ ich papiery zostaną umorzone. Będą mieli jednak jeszcze 10 lat na odebranie pieniędzy za akcje.
Przymusowy wykup zakończył się już w Agrosie (opuścił giełdę w 2003 r.). Pernod Ricard, inwestor strategiczny, płacił po 33,94 zł za akcję, czyli o 240% więcej niż w ostatnim wezwaniu. Właściciele ponad 0,6% walorów nie zgłosili chęci ich sprzedaży. Pieniądze czekają na nich w depozycie sądowym.
Do wykupu papierów przez inwestorów może dojść jeszcze w kilku spółkach, które w tym roku opuściły GPW. Chodzi o Carlsberg Polska, Hutę Oława, Hydrobudowę Gdańsk, Drosed i Mitex.
Co to jest przymusowy wykup?
Zgodnie z kodeksem spółek handlowych, WZA może podjąć uchwałę o przymusowym wykupie akcji reprezentujących nie więcej niż 5% kapitału. Cenę papierów wyznacza biegły rewident. Tzw. wyciskanie mniejszościowych udziałowców nie jest możliwe w spółkach publicznych.