Im rynek mniejszy, tym mocniejszy - taka mniej więcej zasada obowiązuje ostatnio na europejskich giełdach akcji. W tym też tkwi szansa dla Warszawy - być może jakimś sposobem prześlizgniemy się obok spadków. A te, na największych giełdach kontynentu, nabierają impetu. Wczorajsze zatrzymanie nie zmieniło bowiem w niczym sytuacji technicznej niemieckiego DAX, francuskiego CAC-40 czy brytyjskiego FT-SE 100. Wszystkie trzy indeksy znajdują się w krótkoterminowych trendach spadkowych. Na wykresie DAX został zbudowany podwójny szczyt, który kończy dwumiesięczną falę wzrostową. To, że indeks spadnie przynajmniej do 3650 pkt (sierpniowy dołek), jest bardzo prawdopodobne. Dołem krótkoterminową konsolidację opuścił także Madrid General. Wykres wskaźnika jest podobny do wykresu WIG - wybicie ponad kwietniowy szczyt okazało się pułapką na byki. Przynajmniej w średnioterminowym trendzie spadkowym znajduje się szwajcarski SSMI. Z sześciu największych giełd kontynentu ciepło słowo można właściwie napisać tylko o rynku w Mediolanie - choć i w tym wypadku trudno jest powiedzieć, żeby trend krótkoterminowy był wzrostowy.

Tak wygląda ciemna strona europejskich rynków akcji. Mniejsze giełdy generalnie wyglądają lepiej technicznie. Przede wszystkim - krótkoterminowy trend boczny obronił BUX. Podobnie wyglądają wykresy austriackiego ATX i belgijskiego BEL 20. Wszystkie trzy indeksy, a także czeski PX50, znajdują się bardzo blisko poziomu 52-tygodniowego maksimum.

Trudno jednak, żeby największego udziału w decyzji o kierunku trendu na światowych rynkach akcji nie miały giełdy amerykańskie. Aktualnie sytuacja przechyliła się na korzyść niedźwiedzi - średnia przemysłowa Dow Jones zamknęła notowania poniedziałkowe na najniższym poziomie w tym roku. Nasdaq Composite, choć obronił się przed wybiciem w dół z krótkoterminowej konsolidacji, również znajduje się w średnioterminowym trendzie spadkowym. Tym samym cały świat "wisi" na S&P500, który utrzymuje jeszcze kontakt z poziomem 1100 pkt. Ale wykres nie zachęca do kupowania akcji.