To część szerzej zakrojonego programu, zmierzającego do rozluźnienia przepisów rządzących pierwotnymi ofertami publicznymi (IPO) akcji. Te, które obowiązują obecnie, pochodzą bowiem sprzed siedemdziesięciu lat i często zupełnie nie przystają do dzisiejszych realiów.
Piątka komisarzy we wtorkowym głosowaniu była jednomyślna. Przyjęte przez nich propozycje, zanim zaczną obowiązywać, trafią najpierw do publicznej konsultacji, a później będą musiały być rozpatrzone jeszcze raz.
Co konkretnie proponuje SEC? Komisja chce, żeby spółki wybierające się na giełdę mogły podawać więcej informacji inwestorom w tygodniach poprzedzających emisję akcji - np. w drodze dokonywanych online poprawek w prospekcie emisyjnym. Ponadto szefowie firm-emitentów mogliby udzielać wywiadów w mediach. Uzyskaliby też możliwość organizowania prezentacji (tzw. road shows) dla szerokiego grona potencjalnych inwestorów. Większe spółki mogłyby nawet reklamować sprzedaż akcji w telewizji.
Okres ciszy, zwany też okresem oczekiwania, rozpoczyna się w momencie, gdy spółka składa w SEC wniosek o rejestrację nowych akcji, a kończy, kiedy Komisja go zaakceptuje i walory trafią do notowań. Zgodnie z aktualnym prawem o obrocie papierami wartościowymi, w tym czasie możliwość podawania informacji przez zarząd spółki i banki inwestycyjne odpowiedzialne za organizację emisji jest ograniczona tylko do prospektu emisyjnego.
W sierpniu głośno było o złamaniu tych przepisów przez Sergeya Brina i Larry?ego Page?a, założycieli i szefów wyszukiwarki internetowej Google, którzy udzielili wywiadu "Playboyowi". SEC nie nałożyła jednak kary na spółkę - jej giełdowy debiut miał wypaść w ciągu najbliższych tygodni - a problem rozwiązała, nakazując jej dokonanie poprawki w prospekcie emisyjnym, polegającej na dołączeniu do niego treści wywiadu. Komisja najprawdopodobniej uznała, że od kwietnia, kiedy Google złożyło wniosek o rejestrację akcji, tyle o ofercie już napisano, że sam wywiad nie wniósł nic nowego.