Spór między Mostostalem Płock a Płockim Przedsiębiorstwem Robót Mostowych (PPRM) dotyczy budowy mostu przez Wisłę, a dokładniej - wielkości wynagrodzenia dla giełdowej firmy za wykonanie części konstrukcyjnej i jej montaż. Kontrakt, podpisany jeszcze w październiku 2002 r., opiewał na 35,7 mln zł. Od tamtego czasu warunki realizacji istotnie się zmieniły. Biuro projektowe obniżyło ciężar mostu o ok. 12%. Zgodnie z umową, wynagrodzenie dla Mostostalu spadłoby o podobny procent. Jednak nie zmieniły się koszty stałe poniesione przez firmę. Dodatkowym jej zmartwieniem były gwałtownie rosnące ceny stali.
Po bezskutecznych negocjacjach z PPRM Mostostal zwrócił się do sądu (w grudniu 2003 r.) o zasądzenie podwyżki wynagrodzenia o 6,1 mln zł. Sprawa się przeciągała. Mostostal zaproponował redukcję roszczenia do 4 mln zł. Liczył, że dojdzie do zawarcia ugody podczas wczorajszej rozprawy. Tak się nie stało.
PPRM procesuje się bowiem także z inwestorem mostu - miastem Płock. Najchętniej "przerzuciłby" dodatkowe koszty na samorząd. Władze Płocka nie są tym zainteresowane, co stawia PPRM w trudnej sytuacji.
Zarząd generalnego wykonawcy obawia się, że podpisanie ugody przed wyrokiem może być podstawą do pociągnięcia go do odpowiedzialności za obciążanie spółki dodatkowymi kosztami.
Reprezentant PPRM nie wykluczył jednak zawarcia ugody w przyszłości. Wówczas jednak Mostostal nie będzie nią już zainteresowany. - Skoro wracamy do merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy, będziemy walczyć ponownie o 6,1 mln zł - mówi Wiktor Guzek, prezes giełdowej spółki. Dodaje, że jest pewny wygranej. Pozwoliłaby ona Mostostalowi rozwiązać rezerwę na "kontrakt mostowy" w wysokości równej podwyżce, którą przyzna firmie sąd. To pozytywnie wpłynęłoby na wynik przedsiębiorstwa.