Łykną wszystko. Ta niepokojąca w sumie teza zdaje się przewijać wśród dyskusji o tym, kto kupi akcje kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu spółek. Akcje wartości co najmniej kilkunastu miliardów złotych, które w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy mogą trafić na rynek publiczny. Tak więc, zgodnie z obiegową teorią, wielką łykającą paszczą będą fundusze emerytalne, oczywiście, wciąż głodne papierów, a zasilane gotówką przez ZUS. Ja bym jednak wolał, by fundusze roli takiej bezkrytycznej paszczy nie spełniały. Bo jeść dużo i dobrze, to jedno. Ale jeść wszystko, co się nawinie, to już trochę niezdrowe. Zwłaszcza dla tych kilkanastu milionów, którzy takie wielkie żarcie muszą sponsorować.
Jasne. Problemy są oczywiste - "emeryci" niekoniecznie mieli ostatnimi czasy w co lokować tak, by inwestycja była sensowna z punktu widzenia analizy fundamentalnej i jednocześnie płynna. Efektem wyczerpywania możliwości "wchodzenia" w spółki duże były poszukiwania mniejszych projektów lub nieśmiałe wychylanie głowy poza granice naszego rynku. Tymczasem nagłe ożywienie idei kapitalizmu ludowego w kraju pobudziło popyt, ale i sprowokowało podaż. Po ładnych kilku latach marazmu nagle całe zastępy spółek zapałały wielką miłością do warszawskiego parkietu. A konkretnie - zapałały miłością do kasy, którą na tym parkiecie można zebrać. Dynamika zgłaszania się chętnych do wchodzenia na rynek publiczny skłania do prostego pytania: i kto to kupi? W tym miejscu można usłyszeć prostą odpowiedź. Jak to kto? "Emeryci". Może to cieszy emitentów, ale mnie takie oczekiwanie niepokoi.
A niepokoi mnie dlatego, że fundusze nie są po to, żeby kupowały co popadnie. Bo poza tym, że byłoby to kompletnie bez sensu, to wypaczałoby ideę rynku. Emitenci muszą się starać. I nie mogą mieć takiej furtki, że pieniędzy jak indywidualnym nie starczy, to spółka "załapie" się na tani szmal bez zobowiązań z funduszu emerytalnego. Pozostaje mieć nadzieję, że zarządzający będą twardzi i wybredni. Inaczej wielkie żarcie skończy się niestrawnością. n
Autor jest analitykiem rynku kapitałowego. Powyższy tekst stanowi wyraz jego osobistych poglądów i nie może być inaczej interpretowany.