Minimalnym spadkiem zakończyła się wczorajsza sesja na warszawskim parkiecie. Obroty na największych spółkach wyniosły 400 mln zł. Taki przebieg notowań nie mógł w żaden sposób wpłynąć na sytuację techniczną indeksu WIG20. Ten od połowy września znajduje się w trendzie bocznym. Do czasu jego opuszczenia, zawieranie transakcji nie będzie najlepszym rozwiązaniem. Graniu wewnątrz trendu horyzontalnego nie sprzyja jego niewielka wysokość (100 pkt). O zmianie krótkoterminowej tendencji będzie można mówić, gdy WIG20 wybije się ponad 1854 pkt lub spadnie poniżej 1760 pkt. W obu przypadkach będzie można liczyć na minimum 100--punktowy ruch, zgodny z kierunkiem wybicia z konsolidacji.
Obecnie trudno ocenić, która ze stron wyjdzie zwycięsko z tego pojedynku. Byki są w o tyle niekorzystnej sytuacji, że już dwukrotnie próbowały sforsować tworzony przez szczyt z kwietnia br. opór. Za każdym razem jednak siła sprzedających okazywała się większa, co doprowadzało do krótkoterminowego ochłodzenia nastrojów. Gdyby jednak kupującym udało się doprowadzić do wybicia ponad strefę oporu 1850-1870 pkt, to słuszne będzie nabywanie akcji. 100 pkt będzie tylko minimalnym zasięgiem kolejnej fali wzrostowej. Szersze spojrzenie na wykres pozwala jednak sądzić, że WIG20 otworzy sobie wtedy drogę do znacznie trwalszego trendu wzrostowego. Poważną barierą podażową będzie wtedy poziom 2100 pkt.
Zdecydowanie gorszy scenariusz będzie się realizował, gdy notowania WIG20 spadną poniżej 1760 pkt. Wygenerowany wtedy sygnał sprzedaży powinien sprowadzić notowania indeksu największych spółek w okolice strefy wsparcia, rozciągającej się od 1610 do 1640 pkt. Barierę tę tworzy seria dołków ukształtowanych od maja do sierpnia.
Sygnały płynące z wykresu kursu, potwierdzają wskaźniki techniczne. Większość z nich znajduje się w okolicach poziomów równowagi, co nie przeszkadza zarówno w realizacji wzrostów, jak i spadków. Wstrzymanie się z zawieraniem transakcji sugeruje indeks ruchu kierunkowego (ADX), który nie może rozpocząć trendu wzrostowego.