Prezydent Bush wygrał wybory prezydenckie w USA. Finał był znacznie mniej emocjonujący, niż się spodziewano. Żadnego kontrowersyjnego liczenia głosów trwającego tygodniami, żadnych skandali ani protestów. Ot, po prostu wyraźna przewaga i w związku z tym pewna reelekcja. Trudno jednak uznać taki finał za zaskakujący. Niektórzy przecierali natomiast oczy ze zdumienia, widząc spadek wartości dolara, do którego doszło po ogłoszeniu wyników wyborów.
Zazwyczaj walucie amerykańskiej zwycięstwa republikanów pomagały. To oni kojarzą się zdecydowanie lepiej wszystkim tym, którym bliskie są ideały wolnego rynku, wspierania rozwoju gospodarki, ograniczania deficytu budżetowego, obniżania podatków itd., itp. Cóż się więc stało, że tym razem dolar się osłabia?
Jak to zwykle w takich sytuacjach odpowiedzi jest kilka. Dostarczają ich największe banki i najlepsi specjaliści. Teoretycznie więc każdą z nich należy traktować poważnie.
Jedni uważają, że spadek wartości dolara to w znacznej mierze efekt narastania dwóch deficytów: handlowego i budżetowego. Problem nasilił się za prezydentury Busha, więc inwestorzy mogą się obawiać, że druga kadencja sytuacji nie poprawi, a może nawet pogorszy. Co prawda prezydent zapowiadał redukcję deficytu budżetowego o połowę, ale w sytuacji dalszych ewentualnych obniżek podatków i jednoczesnego prowadzenia zakrojonych na szeroką skalę działań antyterrorystycznych może to być trudne.
Inni twierdzą, że po prostu trend wzrostowy eurodolara jest silny i to jest całe wytłumaczenie. Jest nawet bardzo silny, dodają, skoro ponowna wygrana republikanina go nie zahamowała.