Reklama

Bush i dolar

Niektórzy przecierali oczy ze zdumienia, widząc spadek wartości dolara, do którego doszło po ogłoszeniu wyników wyborów

Publikacja: 12.11.2004 07:17

Prezydent Bush wygrał wybory prezydenckie w USA. Finał był znacznie mniej emocjonujący, niż się spodziewano. Żadnego kontrowersyjnego liczenia głosów trwającego tygodniami, żadnych skandali ani protestów. Ot, po prostu wyraźna przewaga i w związku z tym pewna reelekcja. Trudno jednak uznać taki finał za zaskakujący. Niektórzy przecierali natomiast oczy ze zdumienia, widząc spadek wartości dolara, do którego doszło po ogłoszeniu wyników wyborów.

Zazwyczaj walucie amerykańskiej zwycięstwa republikanów pomagały. To oni kojarzą się zdecydowanie lepiej wszystkim tym, którym bliskie są ideały wolnego rynku, wspierania rozwoju gospodarki, ograniczania deficytu budżetowego, obniżania podatków itd., itp. Cóż się więc stało, że tym razem dolar się osłabia?

Jak to zwykle w takich sytuacjach odpowiedzi jest kilka. Dostarczają ich największe banki i najlepsi specjaliści. Teoretycznie więc każdą z nich należy traktować poważnie.

Jedni uważają, że spadek wartości dolara to w znacznej mierze efekt narastania dwóch deficytów: handlowego i budżetowego. Problem nasilił się za prezydentury Busha, więc inwestorzy mogą się obawiać, że druga kadencja sytuacji nie poprawi, a może nawet pogorszy. Co prawda prezydent zapowiadał redukcję deficytu budżetowego o połowę, ale w sytuacji dalszych ewentualnych obniżek podatków i jednoczesnego prowadzenia zakrojonych na szeroką skalę działań antyterrorystycznych może to być trudne.

Inni twierdzą, że po prostu trend wzrostowy eurodolara jest silny i to jest całe wytłumaczenie. Jest nawet bardzo silny, dodają, skoro ponowna wygrana republikanina go nie zahamowała.

Reklama
Reklama

Spora grupa specjalistów koncentruje się na fundamentach opisujących wzrost gospodarczy w USA. Jest on, ich zdaniem, słabszy niż sądzono, a zatem waluta amerykańska nie może się umacniać. Co prawda bywa tak, że dolar traci także po dobrych danych (np. ostanie informacje o wyraźnym wzroście liczby nowych miejsc pracy w USA zdołały umocnić USD jedynie na kilkadziesiąt minut), ale wyznawcy tej teorii zawsze potrafią to jakoś sensownie uzasadnić. Nie można też lekceważyć wciąż istniejącej różnicy w wysokości podstawowych stóp procentowych w Stanach i w Eurolandzie.

Mówi się także oczywiście o zagrożeniu terrorystycznym. To Stany Zjednoczone są głównym celem, zwiększa się zatem ryzyko inwestowania w aktywa dolarowe. Pojawiają się również inne koncepcje, jak choćby ta, że dolar słabnie, bo choroba Jasera Arafata skomplikowała sytuację na Bliskim Wschodzie. Świat arabski tradycyjnie lokuje więc swoje środki w złoto i we franka szwajcarskiego, a ten jest bardziej związany z euro niż z dolarem, dochodzi więc do wzrostu wartości wspólnej waluty. Itd., itp.

A jak jest naprawdę? Każdy z tych czynników ma jakieś znaczenie. I pewnie moglibyśmy znaleźć także inne. Czy więc euro będzie się umacniać? Wzrasta poruszenie w różnych środowiskach europejskich. Prezes Trichet mówi o "brutalnych" zmianach na rynku walutowym, a przedsiębiorcy, że nie można dopuścić do wyraźnego dalszego wzrostu kursu euro. A więc interwencja? Kto wie. W każdym razie zapowiada się ciekawy koniec roku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama