Za euro płacono wczoraj w Budapeszcie 244,8 forinta w porównaniu z 245,29 na poniedziałkowym zamknięciu. To już około 13% więcej od ustalonego przez bank centralny parytetu w wysokości 282,45 forinta, od którego kurs waluty może rosnąć lub spadać o 15%.
W tej sytuacji prezes banku centralnego Zsigmond Jarai powiedział, że stopy mogą być obniżone po raz siódmy w tym roku i nie wykluczył dalszych ich redukcji w przyszłym roku. Stopy procentowe na Węgrzech nadal są najwyższe w Unii Europejskiej. - Inflacja spada, a to stwarza możliwość dalszych obniżek stóp procentowych. Jeszcze do końca tego roku możemy mieć jednocyfrowe stopy - powiedział prezes Jarai.
Najbliższe posiedzenie rady banku zapowiedziano na 20 grudnia. Po poniedziałkowej redukcji o 0,5 pkt proc. podstawowa stopa wynosi 10%. Prezes Jarai uważa, że według "najbardziej prawdopodobnego scenariusza", do końca przyszłego roku zostanie ona obniżona do 8,5%. Inflacja w październiku wyniosła 6,3%, co było najwolniejszym wzrostem cen konsumpcyjnych w tym roku. W styczniu inflacja może spaść do 5%.
Węgrom potrzebne są niższe stopy procentowe, by przyspieszyć tempo wzrostu gospodarczego. W II kw. spadło ono do 4%, z 4,2% w pierwszych trzech miesiącach br. Prezes banku centralnego podkreśla jednak, że dalsze obniżanie kosztów kredytu zależy od woli i możliwości rządu, który musi zredukować deficyt budżetowy. W tym roku - według prognoz banku centralnego - wyniesie on 5,6% PKB, w przyszłym spadnie do 5,5%, a w 2006 r. do 4,9%. Wszystkie te wielkości są wyższe od prognozowanych przez rząd, który na 2006 r. przewiduje deficyt w wysokości 4,1% PKB. Różnica wynika stąd, że rząd przeszacowuje wpływy z podatku VAT i zaniża wydatki. Żeby przystąpić do strefy euro, Węgry muszą obniżyć deficyt do 3% PKB, a inflację do poziomu 2,5%. Przyjęcie wspólnej waluty zapowiadają najwcześniej na 2010 r.