SkyEurope, firma zarejestrowana na Słowacji, poinformowała wczoraj, że "rzekomo Wizz Air nie uregulował opłat lotniskowych w Budapeszcie", co budzi wątpliwości co do jego wypłacalności. Zwraca też uwagę, że węgierski Wizz Air zgromadził jedynie 6,2 mln euro kapitału, a to za mało do prowadzenia działalności. Plany pozyskania dodatkowych 40 mln euro nie powiodły się, a pozyskany inwestor pożyczył jedynie 3 mln euro. "Nieopłacone usługi różnych dostawców, słaba sytuacja finansowa oraz częste odwoływanie lotów wskazują na poważne problemy spółki. Z podobnymi problemami borykały się również Volareweb oraz V Bird, co doprowadziło do ich bankructwa w tym roku" - wskazuje SkyEurope. Jednocześnie SkyEurope przypomina, że sama jest wspierana przez silne instytucje, takie jak EBOiR, Europejski Fundusz Inwestycyjny, ABN Amro czy Bank Austria Creditanstalt. Przewoźnik chwali się także pozyskaniem niedawno 10 mln euro w ramach planu, którego realizacja ma mu zapewnić łącznie 50 mln euro.

Wcześniej z krytyką odwoływania lotów przez Wizz Air wystąpił inny low cost - brytyjski easyJet, jedna z najstarszych i największych tanich linii lotniczych. Uznał, że szkodzi ona całej branży. Na tłumaczenia Wizz Air (loty były odwoływane z odpowiednim wyprzedzeniem z powodu zmiany rozkładu; nie jest to rzadka praktyka w sektorze) odpowiedział wczoraj komunikatem pod tytułem: "Wizz - dziękujemy Ci za odpowiedź. Ale nie w tym rzecz!". Uznał, że konkurent próbuje odwrócić uwagę od zasadniczego pytania ? ile lotów odwołał. I zaatakował: "Wizz wciąż nie przedstawił swoich planów. Jeżeli uważa (...), że odwoływanie setek lotów jest dopuszczalnym zachowaniem dla "nowej linii lotniczej", to powinno to być ostrzeżeniem dla pasażerów". easyJet zapowiada kampanię medialną, która ma zmusić Wizz Air do ujawnienia liczby odwołanych lotów. Kampania będzie prowadzona do skutku. Wszyscy trzej przewoźnicy działają w Polsce. Ich oferta w dużej mierze pokrywa się.