Ropa jest teraz tańsza o ponad 15% niż na początku października i ponad jedną piątą w porównaniu z tegorocznym szczytem. W przeliczeniu na euro zniżka ceny jest jeszcze większa, bo przez dwa ostatnie miesiące amerykańska waluta prawie nieustannie traci na wartości. Deprecjacja dolara nie przekłada się również na cenę miedzi, która po czwartkowym spadku o 4% znalazła się na poziomie sprzed dwóch miesięcy. Konsekwentnie podnosi się natomiast cena złota, która jest teraz wyższa o 7% niż na początku października. Jakie są przyczyny takich notowań towarów, co mówią o przyszłej koniunkturze gospodarczej?
Wzrosły zapasy surowca
Spadek ceny ropy w ubiegłym tygodniu był największy od rozpoczęcia inwazji na Irak w marcu 2003 r. Łatwiej go zrozumieć, przypominając powody zwyżki notowań w III kwartale. Stały za nim głównie obawy o przyszłe dostawy surowca w związku z zamachami terrorystycznymi w Iraku, niepewnością wynikającą z bankructwa rosyjskiego Jukosu, zamieszkami w Nigerii, szalejącymi huraganami w Zatoce Meksykańskiej. W tym czasie produkcja nie została ograniczona nawet o jedną baryłkę. Teraz okazuje się, że zapasy ropy zaczynają rosnąć. Dostawy na rynek są coraz większe, a prognozy pogody dla USA, która w okresie zimowym uznawana jest za jeden z najważniejszych czynników kształtujących ceny, korzystne.
W przypadku miedzi sytuacja jest mniej klarowna. Zapasy cały czas się obniżają. Równocześnie utrzymuje się duże zapotrzebowanie ze strony Chin, które zużywają najwięcej miedzi. Świadczy o tym wzrost indeksu obrazującego koszty frachtu (Baltic Dry Index) do rekordowego poziomu. Część specjalistów uznaje przy tym, że ceny w okolicy 3,1 tys. USD za tonę skłaniają inwestorów spekulacyjnych do realizowania zysków.
Tańszy dolar, droższe złoto