- Od czasu, gdy zawieraliśmy kontrakty i opracowywaliśmy plany finansowe, ceny stali wzrosły trzykrotnie, a dolar osłabił się w stosunku do złotego o około 30% - mówi Andrzej Stachura, prezes Stoczni Szczecińskiej Nowa. - Dopłaty do kontraktów i tak dostarczą jedynie czwartą część środków koniecznych dla przywrócenia rentowności stoczni. Resztę firma musi zapewnić w drodze bezpośrednich rozmów z armatorami.
Stocznie mają nadzieję, że ci zrozumieją trudną sytuację sektora i zgodzą się zapłacić za statki więcej. No i liczą na dopłaty z budżetu.
- Ze względu na pogorszenie się sytuacji zanotujemy w tym roku 50 mln zł straty. Gdyby dopłaty już obowiązywały, nie mielibyśmy ujemnego wyniku - mówi A. Stachura. - W przyszłym roku dzięki dopłatom nie powinniśmy już mieć strat.
Także wynik gorszy od przewidywanych wcześniej 74 mln zł straty będzie mieć Stocznia Gdynia. - Wszystko przez wysoki kurs złotego - mówi Mirosław Piotrowski, rzecznik spółki. On także twierdzi, że m.in. dzięki dopłatom firma w 2005 roku wyjdzie na prostą.
O jakich pieniądzach mowa?