Na rynku naftowym przez ponad tydzień utrzymywała się tendencja zniżkowa. W minioną sobotę cena gatunku Brent spadła w Londynie poniżej 40 USD za baryłkę, by w środę znaleźć się przejściowo na najniższym poziomie od połowy lipca. Główną przyczyną spadku notowań był wzrost amerykańskich zapasów oleju opałowego w związku z wyższymi temperaturami w północno-wschodniej części USA i zmniejszeniem jego zużycia w tym regionie.
Departament Energetyki poinformował wczoraj o zwiększeniu w zeszłym tygodniu rezerw paliw płynnych, w tym oleju opałowego, o dalsze 1,4 mln baryłek. Ponieważ oczekiwano, że wzrosną one o 1,5 mln baryłek, doszło do zahamowania zniżki notowań. W Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w styczniu kosztowała wczoraj po południu 39 USD w porównaniu z 38,27 USD w końcu sesji wtorkowej i 42,31 USD w poprzednią środę.
Tymczasem spadek notowań zaniepokoił OPEC. Wpływy ze sprzedaży ropy dodatkowo zmniejsza taniejący dolar. Wzmogły się więc naciski, aby podczas zapowiedzianej na 10 grudnia konferencji państw członkowskich doprowadzić do ograniczenia podaży ropy. Katar, Kuwejt i Libia dołączyły do Iranu oraz Wenezueli, domagając się ścisłego przestrzegania limitów wydobycia, które wynoszą 27 mln baryłek dziennie, ale są przekraczane o około 1 mln baryłek. Mówi się też o potrzebie podniesienia średniej ceny ropy dostarczanej przez OPEC z 22 USD - 28 USD, do 30 USD - 38 USD za baryłkę.