Reklama

Nabieranie masy

Warszawska giełda była i jest instrumentem prywatyzacji spółek państwowych. Jednak z punktu widzenia jej przyszłości ta funkcja traci powoli na znaczeniu, ważniejsza staje się prywatyzacja... samej GPW.

Publikacja: 17.12.2004 08:12

Obecna kapitalizacja warszawskiego parkietu (ponad 48 mld euro dla spółek krajowych i prawie 13 mld euro dla spółek zagranicznych, uwzględniając niedawny debiut Ivaksu) sprawia, że jest on obok Wiednia jedną z dwóch największych giełd w Europie Środkowej i liderem jeśli chodzi o nowych członków Unii Europejskiej. GPW rośnie od chwili powstania w 1991 roku. Rośnie pod różnymi względami - nie tylko kapitalizacji, ale także obrotów, liczby oraz rodzajów notowanych na niej papierów wartościowych. Sprzyja temu rozwój naszej gospodarki i jej coraz większa rola w regionie. Zapewnia to też naszemu parkietowi dobre perspektywy na przyszłość.

Pościg za największymi

Istniejącej od stosunkowo niedawna GPW daleko jeszcze jednak do największych europejskich parkietów. Wyprzedzają ją także średnie giełdy, m.in.: Mediolan, Madryt, Zurich czy Sztokholm. W ocenie uczestników polskiego rynku, warszawska giełda nie osiągnęła jeszcze masy krytycznej, dzięki której mogłaby być w większym stopniu niż dotychczas atrakcyjna dla podmiotów zagranicznych. Faktem jest, że ten rok jest przełomowy, jeśli chodzi o debiuty spółek zagranicznych na GPW (są tu już obecne BACA, BorsodChem, Ivax, a debiut planują następne, np. bmp AG i MOL), ale ani ich liczba, ani kapitalizacja nie gwarantują jeszcze naszemu parkietowi odgrywania innej niż lokalna roli.

Nie ma na naszym rynku na przykład zagranicznych zdalnych pośredników (choć regulacje nie są już barierą do ich pojawienia się tutaj), czyli np. domów maklerskich, które bezpośrednio, zza granicy, prowadziłyby działalność w Warszawie z myślą o swoich klientach.

Zgodnie ze strategią GPW, prywatyzacja giełdy ma służyć szybszemu osiągnięciu przez nią masy krytycznej, której przekroczenie może zainicjować jej skokowy rozwój. Jednym z czynników pozwalających na osiągnięcie pożądanej masy krytycznej jest otwarcie giełdy i wzrost liczby zagranicznych podmiotów operujących na niej: emitentów, pośredników, inwestorów. Chodzi o to, by Warszawa przestała być małym rynkiem lokalnym.

Reklama
Reklama

Prywatyzacja spółek

to za mało

We wzroście GPW, który możemy obserwować od początku jej istnienia, istotny udział miały firmy państwowe, prywatyzowane poprzez giełdę. Jednym z celów jej utworzenia było przecież wspieranie transformacji systemowej. Jak podaje GPW, około pięćdziesięciu spółek notowanych na parkiecie, to dawne firmy państwowe sprzedane przez Skarb Państwa w drodze oferty publicznej. Dwa projekty prywatyzacyjne z wielkim sukcesem przeprowadzone w tym roku na giełdzie to subskrypcje PKO BP i Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. Kilkanaście podobnych, w tym bardzo dużych, MSP szykuje na przyszły rok (m.in. oferty Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, Ciechu, Zelmera, a być może także PZU). Ze względu jednak na coraz mniejszy majątek Skarbu Państwa nadający się do prywatyzacji w drodze ofert publicznych, funkcja prywatyzacyjna będzie odgrywać coraz mniejszą rolę dla giełdy w następnych latach. W związku z tym prywatyzacja samej giełdy pozwoli jej wykorzystać w większym stopniu inne źródła jej wzrostu, jak pozyskiwanie nowych prywatnych emitentów czy inwestorów, polskich jak i zagranicznych.

Giełdowe paradoksy

Jest swoistym paradoksem, że GPW, która tworzy i odpowiada za mechanizm pozwalający na zmiany własnościowe w przedsiębiorstwach, sama do tej pory pozostaje państwowa.

Za podobny paradoks można uznać fakt, że wejście na giełdę w przypadku wielu firm państwowych i prywatnych uruchomiło bądź przyspieszyło proces pozyskania lub zmiany inwestora strategicznego. Świadczą o tym liczne wezwania na akcje polskich spółek ogłaszane przez podmioty z kraju i zagranicy. Giełda nie ma partnera strategicznego, który zapewniłby jej dostęp do zagranicznych rynków. Nie jest także członkiem żadnego z tworzonych od dłuższego czasu sojuszów strategicznych, które mogą, ale nie muszą opierać się na powiązaniach kapitałowych. GPW musi polegać wyłącznie na sobie. Ze względu na swoją strukturę własnościową ma ograniczoną możliwość brania udziału w procesach integracyjnych.

Reklama
Reklama

Anachroniczny układ

Mimo sprzyjającej struktury organizacyjnej (GPW jest spółką akcyjną, podobnie jak wszystkie notowane na warszawskiej giełdzie przedsiębiorstwa) i mimo istniejących od początku planów prywatyzacji, przez kilkanaście lat układ właścicielski giełdy nie zmienił się istotnie. Pozycja Skarbu Państwa jako kluczowego akcjonariusza pozostała niezachwiana. Innymi słowy, ważny instrument przekształceń gospodarczych sam tym przekształceniom nie podlegał. W sensie czysto formalnym, niewiele w spółce, jaką jest GPW, mają do powiedzenia uczestnicy rynku - domy maklerskie, banki, fundusze inwestycyjne, inwestorzy czy emitenci. W innych krajach jest regułą zróżnicowanie potencjalnych akcjonariuszy w taki sposób, by ryzyko sterowania rynkiem kapitałowym zgodnie z interesem jednej grupy było minimalne. Tymczasem, jak zauważają uczestnicy naszego rynku, jeżeli giełda jest państwowa, to można wyobrazić sobie jej funkcjonowanie w oderwaniu od ich interesów.

Dobry moment

Kiedy koniunktura w gospodarce i na giełdzie jest niezła, GPW nie ma powodów do narzekań. Przybywa notowanych na parkiecie spółek, rośnie kapitalizacja i indeksy, zwiększa się zainteresowanie inwestorów tą formą lokowania kapitału. Właśnie z takim momentem mamy do czynienia teraz. GPW jest w dobrej sytuacji finansowej. Stać ją na okresowe obniżenie opłat w dwóch ostatnich miesiącach roku (o 30%). Dysponuje także środkami finansowymi na inwestycje. To sprawia, że moment na prywatyzację jest odpowiedni - twierdzą specjaliści. Po prostu w gorszej sytuacji chętnych na zakup akcji GPW będzie trudniej znaleźć, a warunki transakcji mogą być mniej korzystne.

Przedstawiciele giełdy przypominają z kolei o gorszych dla niej okresach, podkreślając, że na jej prywatyzację trzeba patrzeć w oderwaniu od bieżącej sytuacji rynkowej, mając na uwadze zarówno cykliczność zjawisk ekonomicznych, jak i uwarunkowania zewnętrzne, czyli te procesy, które zachodzą na rynkach europejskich.

Obecnie mamy również do czynienia ze sprzyjającą sytuacją, w której ministrem skarbu państwa jest Jacek Socha - osoba od dawna związana z rynkiem kapitałowym i doskonale rozumiejąca potrzebę zmian. Ponadto rząd przyjął strategię polskiego rynku kapitałowego, zakładającą m.in. prywatyzację GPW i przygotowującą pole działania dla ministra skarbu. Można więc sądzić, że obecnie szanse na przeprowadzenie prywatyzacji GPW są znacznie większe niż kiedykolwiek.

Reklama
Reklama

Praktycznie wszyscy interesariusze, tj. podmioty najbardziej zainteresowane rozwojem polskiego rynku kapitałowego, jednogłośnie popierają prywatyzację GPW. Na razie jednak symbol polskiego kapitalizmu jest własnością... państwa. I to jest paradoks naszego rynku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama