Reklama

Dobre strony kapitulacji

Publikacja: 21.12.2004 07:09

Istniała kiedyś - rozpowszechniona wśród publiki - wersja naszej ofensywnej doktryny obronnej (w czym nie ma sprzeczności: wszak najlepszą obroną jest atak - o czym wiedzieli już doskonale stratedzy Układu Warszawskiego). Otóż doktryna ta zakładała, że najlepsze dla naszego kraju byłoby wypowiedzenie wojny Stanom Zjednoczonym i natychmiastowe poddanie się. Niestety, nikt z tego pomysłu nie skorzystał. Piszę niestety, bo - jako że nigdy w Ameryce nie byłem - jestem USAfilem (czyt. usafilem) bezkrytycznym.

Efekty podobnej doktryny, choć niepotrzebnie chyba zakładającej jednak agresję, a potem stawianie oporu przez jakiś czas - widać przecież gołym okiem, w Niemczech i Japonii. Pozazdrościć.

Wojna jednak, nawet w sferze słów, nie jest dziś - wyjąwszy obszary roponośne - w modzie. Ale gdyby tak zmodyfikować strategię i zastosować ją do równie zaciekłych, choć mniej krwawych potyczek... Gdyby tak poddać się - niczym Jukos - amerykańskiemu prawu?

Sąd w Houston zgodził się rozpatrzyć wniosek koncernu o upadłość, a w przetargu, na którym wystawiono na sprzedaż aktywa spółki, zakazał udziału m.in. Gazpromowi (i Gazprom, przynajmniej bezpośrednio, w licytacji udziału nie wziął...).

My moglibyśmy osiągnąć daleko większe korzyści, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. Bo pomyślmy: Niemcy występują z roszczeniami za utracone na Śląsku i Pomorzu nieruchomości, a my im w odpowiedzi pozew o reparacje wojenne. I niech się toczy sprawa przed amerykańskim sędzią - najlepiej z nowojorskiego Bronxu lub Queens. Dodajmy do tego roszczenia o wyrównanie strat moralnych. Tu nie chodziłoby o marne miliony baksów z powodu poślizgnięcia się na skórce od banana, ani o nadwagę z powodu hamburgerów. Tu żartów by nie było.

Reklama
Reklama

Rosja też musiałaby spuścić z tonu w sprawie cen gazu i ropy. Pozew o wyrównanie krzywd wynikłych z wywózek i repatriacji ustawiłby ją w szeregu.

Jukos podsuwa też jeszcze inne ciekawe rozwiązanie. Menedżerowie koncernu siedzą w Stanach, bo... tam czują się bezpieczniej. Takie zdalne kierowanie firmą zza granicy można by upowszechnić. A nawet przenieść na szczebel państwowy. Może byłby to model nieco kosztowniejszy (choć wcale nie jest to takie pewne), ale pewnie i bardziej efektywny od aktualnego. Wszyscy odetchnęlibyśmy z ulgą, bo zza oceanu politykom nie tak łatwo byłoby "kooperować" z biznesem. No i tzw. standardy by nam się poprawiły. Na pewno urzędnicy prezydenta nie mogliby wówczas bezkarnie pleść bzdur, że może i ktoś z nich nie zapłacił podatku, ale to niekoniecznie jest przestępstwo. Wiadomo przecież, jak skończył Al Capone i dlaczego trafił za kratki.

Zważmy, ile kapitulacja przed amerykańskim systemem prawnym rozwiązałaby innych kłopotów. Korupcja, ten nasz nieznośny wrzód na... czterech literach, byłaby na pewno mniejsza, bo prawo w Stanach sroższe jest pod tym - i nie tylko pod tym - względem. No i jeszcze kumulacja kar. Co z tego, że ktoś zgarnąłby i ukrył fortunę (u nas kryć nie musi, bo i tak nikt jej nie szuka, a nawet jak przypadkiem znajdzie, to odda - nie bójmy się tego słowa: złodziejowi i jeszcze przeprosi), jeśli miałby szanse korzystać z niej np. po 150 latach więzienia.

Na rynku kapitałowym sprawy wyglądałyby podobnie. Nawet w tak spektakularnych przypadkach jak "4 lutego", czy wcześniej 4Media, niewiele się dało zrobić. Manipulanci mają się dobrze, aferzystów i cwaniaków nie brakuje. Tymczasem w amerykańskim systemie mielibyśmy do dyspozycji szybką i skuteczną prokuraturę (niedościgły Elliott Spitzer, który robi porządki niczym Brudny Harry), sprawne sądy i instrumenty prawne kontrowersyjne wprawdzie, ale i bardzo pożyteczne (ot, choćby pozwy zbiorowe). Jakby dodać do tego kompetencje i wyrafinowane techniki operacyjne... Jak wskazują głośne u nas sprawy (posła P., pana D. czy męża J.), prokuratura dopiero od niedawna i nieśmiało stosuje rzecz tak banalną jak podsłuch. A nie mogła już wiele lat wcześniej? Amerykanie są bez porównania dalej...Jukos wybrał sprytne rozwiązanie. Miał pretekst: prowadzi interesy w Stanach. Ma tam aktywa. I wie, że orzeczenia amerykańskiego sądu mogą być bardzo skuteczne (nawet jeśli będą egzekwowane tylko w USA, to wystarczy - każdy ma lub chce mieć z tym krajem coś wspólnego). Nam podobnych pretekstów by nie zabrakło. Prawie każdy ma jakąś ciotkę w Ameryce, co jest już (a w każdym razie było) niezłym interesem. Polskie firmy też prowadzą biznes w USA, a rząd to już współpracuje ze Stanami na całego. Ostatecznie zawsze można się jeszcze powołać na Kościuszkę lub Pułaskiego. Tak więc nie ma co zwlekać. Pora wywiesić białą chorągiewkę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama