Dwie ostatnie tygodniowe świece na wykresie indeksu S&P 500 z wysokimi górnymi cieniami sygnalizują kłopoty z kontynuacją wzrostu. Choć kupujący utrzymują przewagę, wciąż nie jest do końca jasne, czy spowolnienie ruchu w górę z ostatnich tygodni jest jedynie korektą w silnym trendzie rosnącym, czy też mamy do czynienia z budowaniem formacji odwrócenia trendu. Do takich wątpliwości prowadzi szczególnie to, że z byków powietrze zeszło z chwilą pokonania istotnej bariery, jaką stanowił szczyt z początku roku. To raczej powinno zachęcić nowe grupy inwestorów do nabywania akcji, a wygląda na razie tak, jakby rynek bardziej rósł siłą rozpędu, wynikającego z przebicia oporu niż w wyniku napływu nowych pieniędzy. Zresztą podczas piątkowego spadku zanotowano jedne z wyższych obrotów w tym roku, co przekonuje, że skłonność do realizowania zysków narasta.

Głównym krótkoterminowym wsparciem pozostaje linia biegnąca po dołkach z drugiej połowy listopada oraz grudnia. Wypada ona nieco ponad lub tuż poniżej 1180 pkt w zależności od tego, czy rysować ją po cieniach czy zamknięciach.

Nie zmienia się sytuacja na europejskich parkietach. Od połowy listopada indeks 50 największych firm ze Starego Kontynentu balansuje pomiędzy 2740 i 2800 pkt. Trudno ocenić, czy jest to zbieranie sił przed atakiem na tegoroczne maksimum, czy też przygotowanie do kolejnego ruchu w dół w ramach wielomiesięcznej tendencji horyzontalnej. Wygląda na to, że rozstrzygnięcie wskaże tygodniowy MACD, który jest coraz bliżej linii sygnalnej. Jej przecięcie otworzy drogę ku sierpniowemu dołkowi przy 2540 pkt, odbicie się od niej stanie się zapowiedzią (ewentualnie potwierdzeniem) sforsowania szczytów z pierwszej połowy roku.

Ponad linią szyi, łączącą dołki z jesieni 2003 r. i lata 2004 r., utrzymuje się rosyjski RTS. Mocny wzrost na wczorajszej sesji pokazał, że byki nie poddadzą się łatwo. A mają o co walczyć. Spadek poniżej 545 pkt zwiastowałby koniec kilkuletniej hossy i byłby tym samym argumentem za zakończeniem trendu zwyżkowego na rynkach surowcowych.