Od dwóch dni na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie trwa korekta trendu wzrostowego. Na razie zdołała ona znieść tylko piątkową zwyżkę, co nie powinno siać strachu wśród posiadaczy akcji. Podczas wtorkowej sesji można było obserwować dokładnie taki sam scenariusz, jak w trakcie spadkowej korekty, która miała miejsce w pierwszej połowie grudnia. Poza pierwszą godziną notowań popyt na największych spółkach był bierny i niewielki. To wystarczyło, aby część inwestorów zaczęła realizować zyski, przez co w trakcie sesji WIG20 spadł nawet do 1912 pkt. Tuż nad wsparciem tworzonym przez maksimum z 3 grudnia i krótkoterminową linię trendu wzrostowego pojawiło się większe kupno i byki bez wysiłku obroniły ten poziom. Po raz drugi popyt mocniej zaatakował na końcowym fixingu (powoli zaczyna być to regułą) i ostatecznie przecena zmniejszyła się z 1,7% do 0,8%. Obroty podczas spadkowych sesji są dość wysokie (przekraczają 500 mln zł), ale należy pamiętać, że od poniedziałku w indeksie WIG20 znajduje się PKO BP, na którym obroty oscylują w okolicy 140 mln zł.
Ostatnia przecena to za mało, by pozbywać się akcji. Przed indeksem blue chips cały czas utrzymuje się spora szansa na dotarcie w średnim terminie do 2100 pkt. Większej korekty należałoby się spodziewać dopiero gdzieś w okolicy 2000 pkt. O tym, jak szybko WIG20 zdoła dotrzeć do tego poziomu, zdecyduje wspomniany poziom 1910 pkt. Jeżeli przekroczone zostanie znajdujące się tu wsparcie, to na kolejny atak byków trzeba będzie poczekać do stycznia, a do tego czasu notowania będą mogły się obsunąć do kolejnej bariery popytowej, znajdującej się na wysokości 1850 pkt. Przekroczenie tego poziomu zaneguje średnioterminowe sygnały kupna. Ryzyko przynajmniej jeszcze jednego testu 1910 pkt sugerują krótkoterminowe wskaźniki techniczne, które wróciły już do stref wykupienia. Okazji do kupna będzie można poszukiwać, gdy ponownie znajdą się w okolicach poziomów równowagi. Korzystnie dla wzrostowej tendencji układa się natomiast system kierunkowy i średnie kroczące.