Ostatnie sesje nie przynoszą większych zmian na światowych rynkach akcji. Bilans tego roku pozostanie dodatni, ale w nowy rok wejdziemy z wątpliwościami

dotyczącymi tego, czy kształt wykresu, jaki tworzy się od połowy listopada, jest dystrybucją papierów czy też tworzeniem bazy pod dalszy wzrost. Amerykański S&P 500 wciąż pozostaje przy górnej granicy rozszerzającego się trójkąta. Formacja nie jest idealna, ale pozwala jednoznacznie wyznaczyć poziom, którego przełamanie miałoby negatywne konsekwencje dla rynku akcji w USA. Jest to rejon 1180 pkt. Przebicie tej bariery oznaczałoby opuszczenie trójkąta i zapowiadało atak na główne średnioterminowe wsparcie w postaci szczytów z I kwartału tego roku (1157 pkt).

Wytracenie w połowie listopada tempa wzrostu przez amerykańskie giełdy zbiegło się w czasie z ugruntowaniem wśród inwestorów przekonania o nieuchronności dalszej deprecjacji dolara. To odstrasza od tamtejszego rynku inwestorów spoza USA, a ciężar jego dźwigania składa na barki amerykańskich inwestorów. Dlatego ostatni odczyt indeksu nastrojów konsumentów ma pozytywne znaczenie. Znacząca poprawa pozwala mieć nadzieję, że nie zaprzestaną oni wpłat do funduszy inwestycyjnych. Pytanie jednak, na ile prawidłowo oceniają oni przyszłość gospodarki i własnych portfeli. Grudniowa sprzedaż detaliczna nie szła zbyt dobrze - z tygodniowych danych wynika, że dynamika jej przyrostu była mniej więcej o połowę mniejsza niż rok wcześniej. To wpisuje się w tendencję słabnięcia wydatków obserwowaną od połowy roku.

Indeks 50 największych europejskich firm - DJ Stoxx 50 - w dalszym ciągu tkwi poniżej tegorocznego szczytu. Tygodniowy MACD zbliża się stopniowo do średniej, ale jeśli nie dojdzie do bardziej gwałtownego ruchu, może zająć to jeszcze kilka tygodni zanim dowiemy się, czy sygnał kupna uda się utrzymać. Dopóki nie zostanie przecięta linia sygnalna można liczyć na podtrzymanie pozytywnej tendencji. Jeśli się to stanie, wskaźnik utworzy negatywną dywergencję, zapowiadającą koniec dominacji kupujących.