Ministerstwo skarbu ma powody do zadowolenia - po raz pierwszy od czterech lat udało się zrealizować zaplanowane przychody z prywatyzacji. I to ze sporą nawiązką. Z danych przekazanych wczoraj przez resort wynika, że ze sprzedaży państwowych aktywów udało się uzyskać o 1,42 mld zł więcej od kwoty zaplanowanej w budżecie (8,83 mld zł).
Bez dużych projektów
Warto przypomnieć, że jeszcze na początku listopada plany były zrealizowane w nieco ponad 20%. O prywatyzacyjnym sukcesie MSP zdecydowała udana oferta publiczna największego polskiego banku PKO BP, z której resort pozyskał 7,6 mld zł. A ściślej - zwiększenie o 85 mln puli akcji w transzy dla inwestorów indywidualnych, dzięki czemu do ministerialnej kasy wpłynęło dodatkowo 1,68 mld zł. Gdyby minister Jacek Socha nie zdecydował się na ten ruch, ubiegłoroczne przychody z prywatyzacji byłyby niższe od zaplanowanych o około 260 mln zł. Ministerstwu, wbrew wstępnym zapowiedziom, nie udało się zakończyć dwóch sporych prywatyzacji: oferty publicznej 85% akcji Zelmera oraz sprzedaży Dalkia Polska 85% papierów Zespołu Elektrociepłowni w Łodzi. Można szacować, że wpływy z tych transakcji wyniosą ponad 1 mld zł.
Będzie powtórka?
Wszystko wskazuje na to, że wejdą do tegorocznych przychodów. A te ministerstwo zaplanowało bardzo ostrożnie (5,7 mld zł), mimo że resort przewiduje zamknięcie kilku dużych projektów. Będą to głównie giełdowe prywatyzacje, m.in. Polmosu Białystok, grupy energetycznej Enea, Elektrowni Kozienice, Grupy Lotos. W budżecie nie uwzględniono wpływów z prywatyzacji PZU i Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, dzięki którym skromne plany mogą być znacznie przekroczone. Według ministra Jacka Socha, jeśli tylko dojdzie do sprzedaży akcji PZU (minimum 30%), zaplanowane wpływy będą większe o kilka miliardów złotych.