Święto w Ameryce wyszło giełdom europejskim na dobre. Indeksy za Atlantykiem znajdują się bowiem od początku roku w trendach spadkowych i częściej pełnią rolę "hamulcowego" niż pomagają we wzroście. Przy czym sytuacja techniczna uważanego za najważniejszy indeks na świecie S&P 500 jest podobna jak WIG20: padły sygnały sprzedaży, ale trend średnioterminowy wciąż jest wzrostowy. Wprawdzie przebita została krótkoterminowa linia, wyznaczająca tempo zwyżki w ostatnich kilku tygodniach, ale indeks utrzymuje się nad kluczowym poziomem 1160 punktów.
Inaczej jest w przypadku Średniej Przemysłowej Dow Jones i Nasdaq Composite. Na wykresach tych dwóch wskaźników zwyżka zatrzymała się nieco powyżej zeszłorocznych wierzchołków, po czym indeksy spadły o 3-5%. W obydwu wypadkach oznacza to anulowanie sygnałów kupna, jakim był wzrost do najwyższych od 52 tygodni poziomów, pod koniec zeszłego roku. Ponieważ wykres Nasdaq Composite znalazł się również poniżej linii trendu wzrostowego, która opisywała ostatnie pięć miesięcy notowań, można nawet podejrzewać, że zwrot ma charakter średnioterminowy. Dzięki temu, że wczoraj za Atlantykiem świętowano dzień Martina Luthera Kinga, podejrzenie to nie mogło zamienić się w pewność. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ostatnich dniach spadek został zahamowany.
Choć wzrost na najważniejszych giełdach europejskich nie przekroczył z reguły 1%, wystarczyło to, żeby na niektórych giełdach padły rekordy. 52-tygodniowe maksima z początku roku pobiły (minimalnie) francuski CAC-40 i hiszpański Madrid General, oraz włoski Mibtel. Po raz pierwszy od 2,5 roku powyżej 2 tys. punktów znalazł się londyński FT-SE 30, ale rekordu nie potwierdził bardziej znany indeks FT-SE 100. Uwagę zwraca zwyżka na europejskich rynkach wschodzących: turecki ISE100 i węgierski BUX miały na zakończenie wczorajszych notowań najwyższe wartości w historii. Wykresy obydwu indeksów kontynuują zapoczątkowane jeszcze w zeszłym roku hiperbole. Jak jeszcze długo Warszawa pozostanie obojętna na te wydarzenia?