Duże fundusze hedgingowe to takie, których aktywa przekraczają 2 mld USD. Osiągnęły one w zeszłym roku bardzo dobre wyniki - np. wart 3,2 mld USD fundusz Glenview Capital Partners, kierowany przez Lawrenca Robbinsa, zarobił 33,9% - głównie dzięki temu, że zarządzający lokowali środki w tzw. value stocks, czyli papiery spółek w ocenie ekspertów nisko wycenione przez rynek. Pomijali natomiast w inwestycjach tzw. growth stocks, czyli akcje firm, których głównym celem jest zwiększanie zysków i sprzedaży.
- Zagrożenia związane z wydarzeniami, takimi jak wojna w Iraku czy amerykańskie wybory prezydenckie, z reguły faworyzują akcje spółek o niskiej wycenie - mówi cytowany przez Bloomberga Charles Gradante, szef Hennesse Group, firmy doradzającej przy inwestycjach w fundusze hedgingowe. Wyjaśnia, że przy dużej niepewności inwestycje w value stocks obarczone są znacznie mniejszym ryzykiem niż w akcje firm "wzrostowych".
W zeszłym roku za value stocks uchodziły m.in. papiery Bank of America, Tyco International, sklepów z elektroniką Circuit City czy sieci sprzedaży detalicznej Target. Wszystkie one wzrosły co najmniej o 20%. Indeks S&P Barra Value, będący punktem odniesienia dla value stocks, zyskał zaś prawie 16%. Mierzący koniunkturę na rynku akcji dużych amerykańskich spółek indeks S&P 500 wzrósł o 10,9%.
Pieniądze w funduszach hedgingowych z reguły mogą lokować najbogatsi inwestorzy, z majątkiem przekraczającym milion dolarów.
Bloomberg