Jedno z powiedzeń giełdowych funkcjonujących na Wall Street mówi, że jaki pierwszy tydzień roku, taki cały rok. Co bardziej ostrożni gracze rozszerzają to powiedzenie na cały pierwszy miesiąc. Tym razem ani pierwszy tydzień, ani też styczeń nie były dobre dla byków. Właściwie, to żeby oddać prawdziwy obraz sytuacji, trzeba stwierdzić, iż był to okres wręcz fatalny. Skutkujący bowiem licznymi sygnałami sprzedaży. I to zarówno tymi krótkoterminowymi, jak i średnioterminowymi. Sygnałami, które można równie dobrze traktować jako dość jednoznaczny element kończący rozpoczęty w październiku 2002 r. trend wzrostowy.

Zakładając, że cytowane powyżej powiedzenie się sprawdzi, to byki czeka ciężki los, a indeksy mogą zanotować spadki do poziomów niewidzianych od 2 lat. Taki scenariusz potwierdza analiza fal Elliotta. Ostatnie dwa lata wzrostu każe ona traktować jako falę B korekty rozpoczętej wraz z pęknięciem bańki internetowej. A to by oznaczało, że rozpoczynamy właśnie falę C. Na przestrzeni dwóch może trzech lat sprowadzi indeksy do poziomów dziś jeszcze trudnych do wyobrażenia. Pogarszająca się sytuacja makroekonomiczna będzie sprzyjać spadkom.

Wracając do aktualnej sytuacji, to najgorzej ona wygląda na wykresie rynku technologicznego. Indeks Nasdaq Composite wrócił poniżej szczytów ze stycznia, kwietnia i czerwca ubiegłego roku. Przełamał też 50-sesyjną średnią kroczącą i 5-miesięczną linię trendu wzrostowego. Wskaźniki techniczne wygenerowały liczne sygnały sprzedaży, które są połączone z negatywnymi dywergencjami. Po utworzeniu w ubiegły czwartek luki bessy (2056-2073 pkt) byki mogą w tej chwili marzyć jedynie o korekcie. I to nie za dużej, bowiem ogranicza ją wspomniana luka bessy.

Po zakończeniu tej ewentualnej korekty zniżki powinny być kontynuowane. W tej chwili najbliższym liczącym wsparciem są okolice 1970 pkt. Tam barierę popytową tworzy 2-letnia linia hossy oraz 50-proc. zniesienie impulsu wzrostowego z okresu sierpień-grudzień 2004 r. Dopiero z tego poziomu realne jest większe odreagowanie.