Od spadku indeksów rozpoczęła się ostatnia w mijającym tygodniu sesja na giełdach amerykańskich. Głównym impulsem były rozczarowujące dane na temat rozwoju gospodarki Stanów Zjednoczonych. Według wstępnych danych, PKB wzrósł w IV kwartale o 3,1%, podczas gdy analitycy spodziewali się zwyżki o ok. 3,5%. Nastrojów nie poprawiła w piątek czołowa spółka, wchodząca w skład indeksu blue chips Dow Jones - McDonald's, która wprawdzie przedstawiła lepsze wyniki kwartalne niż rok temu, ale i tak odbiegały one od optymistycznych prognoz analityków. Odwrotna sytuacja była w przypadku Microsoftu. Gigant informatyczny przedstawił jeszcze w czwartek po zakończeniu sesji bardzo dobre rezultaty kwartalne. Ale ani świetny raport jednej z największych giełdowych spółek, ani zapowiedź gigantycznej fuzji Procter & Gamble i Gillette za 57 mld USD (kurs Gilette zwyżkował na początku sesji aż o 12%) nie zahamowały spadku indeksów. Do godz. 22.00 naszego czasu Dow Jones stracił 0,46%, a mierzący koniunkturę w branży nowoczesnych technologii Nasdaq Composite stracił 0,58%.
Europejscy inwestorzy też zareagowali wyprzedażą na gorsze wieści na temat amerykańskiego PKB. Słabsze tempo rozwoju gospodarki Stanów Zjednoczonych, największej na świecie, oznacza, że również należy spodziewać się zwolnienia tempa wzrostu globalnego PKB. Najmocniej taniały papiery eksporterów na rynek amerykański. Np. papiery szwedzkiego producenta wyposażenia sieci telefonii komórkowej - Ericssona, który 15% sprzedaży generuje w USA, staniały o 1%. O 3,1% zniżkował kurs brytyjskiej firmy produkującej części samochodowe - GKN, która aż jedną trzecią wyników wypracowuje za Atlantykiem. Londyński FT-SE 100 spadł o 0,42%, frankfurcki DAX o 0,35% a paryski CAC-40 stracił 0,54%. Indeksy przed silniejszym spadkiem uchroniła zapowiedź fuzji w USA, która pobudziła też popyt na akcje europejskich spółek, rywalizujących z przejmowanym przez P&G Gillette. W grupie tych firm znalazły się francuska Bic i brytyjska Reckitt Benckisser.