Wydarzeniem piątku będzie raport z amerykańskiego rynku pracy, który dotrze na rynek o godzinie 14.30. Mówiąc dokładniej, to jedna z jego składowych, mianowicie zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Prognozy mówią, iż w styczniu przybyło od 150 do 200 tys. nowych miejsc pracy. Jeszcze do niedawna mogło się wydawać, iż jest to wynik trudny do osiągnięcia. Zwłaszcza po tym, jak w grudniu, kiedy trwał sezon świątecznych zakupów, tradycyjnie już więcej osób ma pracę, przybyło 157 tys. miejsc pracy.
Opublikowane w tym tygodniu dane rzucają jednak zupełnie inne światło na dzisiejszy raport. Wzrosty subindeksów zatrudnienia indeksów Chicago PMI oraz ISM, spadek liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, czy też opublikowany przez firmę Challenger Gray & Christmas aż 15-proc. spadek planowanych zwolnień (najniżej od sierpnia ub.r.), każą oczekiwać nie tylko wykonania prognoz, ale nawet ich przekroczenia.
Gdyby tak faktycznie się stało, to amerykańskie giełdy mają szansę na przedłużenie odbicia po spadkach z początku roku, a nawet na ruch w pobliże ostatnich szczytów. Tym bardziej, że główne wskaźniki są gotowe do wygenerowania wstępnych sygnałów kupna. Z tego scenariusza "zwolniony" jest rynek technologiczny. Wybicie z miesięcznego kanału spadkowego oraz środowe domknięcie luki bessy 2056-2073 pkt, to wciąż za mało, żeby myśleć o powrocie w okolice 2200 pkt.
Oczywiście, ewentualny ruch S&P500 czy DJIA do poziomów z końca ubiegłego roku należy traktować jako okazję do pozbycia się akcji. Sygnały sprzedaży są bowiem ewidentne i trudno aktualnie obstawiać coś innego jak spadki w średnim i długim terminie.
To był optymistyczny scenariusz. W przypadku pesymistycznego, a więc w sytuacji, gdy raport pokaże dużo mniejszy od prognozowanego wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym, należy oczekiwać definitywnego zakończenia trwającej już tydzień wzrostowej korekty. Czołowe indeksy powinny szybko osiągnąć, a następnie przełamać swe styczniowe dołki (10368 pkt. DJIA, 1163 pkt. S&P500 i 2008 pkt. Nasdaq).