Tylko nieznacznie niższe od planowanych były przychody. Założenia mówiły o 48 mln zł, w rzeczywistości było to o 100 tys. zł mniej. Największą niespodzianką może być niski zysk netto - 774 tys. zł. Spółka zapowiadała wprawdzie, że wyniki nie będą imponujące, ale spodziewała się mimo wszystko lepszych rezultatów. Tłumaczy, że w ubiegłym roku znacznie wzrosły koszty surowców, a złoty się umocnił. Spółka planowała uruchomienie pod koniec roku produkcji na Ukrainie. Zakład nie został jednak w porę ukończony, więc jego zadania musiała przejąć polska centrala. Sprzedając na Wschód rozliczała się jednak w euro i dolarach, co przy mocnym złotym powodowało pogorszenie wyników. Niski zysk przedstawiciele Plast-
-Boksu tłumaczą również utworzeniem rezerw na niewykorzystane urlopy pracowników. - Rezerwy są tylko dodatkiem. Największym problemem były ceny ropy i sprzedaż na Ukrainę. Musieliśmy podjąć decyzję, czy kontynuować nieopłacalny eksport, czy z niego zrezygnować. Postanowiliśmy kontynuować, bo w tym roku całą produkcję na tamten rynek będzie mogła przejąć miejscowa fabryka. To wyeliminuje problemy walutowe - zapewnia Waldemar Pawlak, prezes Plast-Boksu.