Najwięksi optymiści - Bank Handlowy - przewidują, że inflacja pozostanie taka sama jak w grudniu ub.r. i wyniesie 4,4%. Bank WestLB spodziewa się, że w porównaniu ze styczniem ub.r. ceny wzrosły o 4,8%. Ze względu na dużą rozpiętość prognoz reakcja rynku na dane o inflacji może być dość silna. Jeszcze przed publikacją danych o inflacji Ministerstwo Finansów określi wielkość podaży obligacji, jakie następnego dnia wystawi na sprzedaż na przetargu.
Według Macieja Relugi, głównego ekonomisty Banku Zachodniego WBK, rozpiętość prognoz wiąże się z odmiennymi szacunkami wpływu na inflację cen administrowanych i cen żywności. Do końca ub.r. GUS podawał co miesiąc szacunki zmian cen żywności w pierwszej połowie każdego miesiąca. Obecnie nie przekazuje takiej informacji. Analitycy nie mają więc żadnej wskazówki ze strony urzędu statystycznego na temat kształtowania się cen żywności. Ten czynnik będzie miał wpływ na inflację również w przyszłości.
Zmiany cen administrowanych dotyczą m.in. wyrobów tytoniowych, spirytusowych, energii, gazu i benzyny. W tym wypadku niewiadomą jest, jaka część podwyżek znalazła odbicie w inflacji w styczniu, a jaka będzie miała wpływ dopiero na wskaźnik lutowy.
Informacja o inflacji w styczniu będzie miała charakter wstępny. Inflacja zostanie przeliczona zgodnie z koszykiem konsumpcji obowiązującym w ub.r. Za miesiąc GUS poda ostateczne dane, na podstawie nowego koszyka.
Istotne mogą okazać się również dane na temat produkcji przemysłowej. W grudniu roczny wzrost produkcji wyniósł 6,4%, niemal dwa razy mniej od średniej oczekiwań ekonomistów rynkowych. Jeśli styczniowe dane będą również bardzo słabe, skłaniać będą analityków do rewizji prognoz wzrostu gospodarczego. Zdaniem M. Relugi, bardzo dobre będą natomiast dane o produkcji budowlano-montażowej. Będzie to jednak głównie efekt statystyczny - niskiej bazy ze stycznia ub.r.