"Uważam, że wejście do strefy euro może się odbyć tylko w warunkach niezłej koniunktury gospodarczej, bo tylko wówczas da się opanować nasz deficyt budżetowy i utrzymać niską inflację. Okres sprzyjający wejściu do euro to okres 4-5 lat, a jeśli nie - to nastąpi spowolnienie gospodarcze, kolejna ?dziura Bauca? i, jeśli nie wejdziemy, to odkładamy to na kolejne ożywienie gospodarcze, czyli na 3-4 lata" - powiedział Orłowski podczas seminarium na temat wejścia do euro zorganizowanego przez WGI.
"Można by było wejść w roku 2008, 2009, czy 2010, a jeśli nie - to liczmy się z rokiem 2015 albo później. Trzeba zdać sobie sprawę, że teraz jest parę lat, w ciągu których uda się to zrobić" - dodał.
Orłowski podkreślił jednak we wtorek, że występuje wiele problemów, związanych m.in. z finansami publicznymi i polityką pieniężną.
"Przy procesie wprowadzania euro w ciągu najbliższych lat będziemy mieli do czynienia z nominalną aprecjacją złotego, choć jeszcze to zależy od kursów krzyżowych. Czy spowolni to wzrost gospodarczy? Na pewno zmieni to jego strukturę -eksport rzeczywiście ucierpi, ale tańszy import zapewni inwestycje" - powiedział.
Podczas niedawnego spotkania przedstawicieli rządu i banku centralnego obie strony opowiedziały się za jak najszybszym wejściem Polski do strefy euro. Choć nie padła przewidywana data przyjęcia wspólnej waluty, rząd i Narodowy Bank Polski (NBP) podkreśliły wagę realizacji obecnego programu konwergencji, który zakłada, że kryteria z Maastricht zostaną spełnione w 2007 roku. Dzięki temu przyjęcie euro będzie możliwe dwa lata później. (ISB)