Reklama

Liberalizacji ciąg dalszy

Z Grzegorzem Stanisławskim, wiceministrem finansów odpowiedzialnym m.in. za opracowanie rozporządzenia dotyczącego sprawozdawczości finansowej firm telekomunikacyjnych, rozmawia Konrad Krasuski

Publikacja: 18.02.2005 07:10

W listopadzie minister finansów Mirosław Gronicki zapowiedział, że resort opracuje modele kosztowe dla operatorów telekomunikacyjnych. Miało to doprowadzić m.in. do spadku cen internetu. Tymczasem od marca wzrasta VAT na internet, a o "modelach" rynek chyba zapomniał...

W pierwszych dniach grudnia przygotowaliśmy taką koncepcję. W tej chwili trwają prace nad rozporządzeniem, które ma określić szczegóły modeli. Ale to jest głębsza sprawa. Chodzi nam o wprowadzenie ładu na całym rynku usług telekomunikacyjnych. Razem z Ministerstwem Infrastruktury i Urzędem Regulacji Telekomunikacji i Poczty kończymy pracę nad harmonogramem liberalizacji polskiego rynku.

Co z niego wynika?

URTiP prowadzi w tej chwili audyt kosztowy w Telekomunikacji Polskiej. Chodzi o akceptację oferty stawek hurtowych, czyli cen, które TP oferuje za dzierżawę łączy innym operatorom. URTiP podjął też wiele działań przygotowawczych dla wprowadzenia referencyjnego modelu. To podstawowe narzędzie regulatorów. Wskazuje, jaka powinna być optymalna cena usług operatora, biorąc pod uwagę gęstość sieci i uwarunkowania kosztowe. Należy pamiętać, że pod uwagę bierze się tzw. teoretycznego optymalnego operatora, a więc operatora pozbawionego nieefektywności historycznej inwestycji.

Jaki może być efekt wprowadzenia modelu?

Reklama
Reklama

To, co dzisiaj może zrobić rząd, to wprowadzić właściwy ład ekonomiczny w sektorze. Stworzyć systemowe podstawy dla efektywnej konkurencji na rynku telekomunikacyjnym, stymulującej rozwój warstwy dostępowej. W Polsce ceny za dostęp do infrastruktury telekomunikacyjnej dla alternatywnych operatorów są wyższe nawet o 25% w porównaniu z najlepszymi stawkami w Europie Zachodniej. Są również często wyższe od efektywnych cen detalicznych operatora o dominującej pozycji. Należy doprowadzić systemowo do tego, aby operator zasiedziały - czyli Telekomunikacja Polska - we właściwy sposób dzielił koszty między poszczególne usługi.

Dlaczego to takie ważne?

Błędem w liberalizacji polskiego rynku był fakt, że rozpoczęto ją od połączeń lokalnych. W 1998 r. abonament TP wynosił jednak tylko 11,48 zł. Nie był zmieniany chyba od 1991 r. Średni koszt podłączenia klienta szacowano tymczasem na około 60 zł. Ewidentnie abonament nie pokrywał wszystkich kosztów. TP mogła finansować różnicę przychodami z połączeń lokalnych i międzystrefowych. Nie mogli tego robić jej konkurenci, nie mogli więc konkurować ceną abonamentu, a ceny połączeń alternatywnych operatorów były takie, jak w TP. Ten błąd liberalizacji spowodował m.in. sytuację, że mamy w Polsce jeden z najniższych współczynników liczby telefonów stacjonarnych w Europie. W Polsce jest to około 33 telefonów na 100 mieszkańców. W "starych" krajach UE średnia wynosi około 55 telefonów. Mamy zatem poważną lukę cywilizacyjną, również w potencjale dostępu do sieci internetowej.

Co w takiej sytuacji powinien zrobić rząd?

Niezwykle istotnym elementem jest dostęp innych operatorów do sieci operatora zasiedziałego. Dlatego koszty TP - jako operatora dominującego - muszą być przejrzyste. Stawki za dzierżawę infrastruktury, jakie spółka ustala dla Netii, Dialogu czy Tele 2, muszą być adekwatne do oferty detalicznej TP.

Wielu regulatorów w Europie poszło bardzo daleko - tak jak w Wielkiej Brytanii czy Włoszech, gdzie rozpoczęła się dyskusja nad podziałem operatora narodowego na część hurtową i część detaliczną - aby zachować tę przejrzystość.

Reklama
Reklama

U nas to chyba niemożliwe...

W naszych rekomendacjach nie idziemy, oczywiście tak daleko. Chcemy jednak wprowadzić mechanizm, który powodowałby, że za każdym razem, gdy TP obniża cenę detaliczną, musi obniżyć także cenę hurtową. Tylko w ten sposób rozwinie się konkurencja. To jest szczególnie ważne przy szerokopasmowym dostępie do internetu. Jeżeli TP może stosować dłużej niż przez 3 miesiące ofertę "Neostrada za złotówkę", to musi się to jej opłacać. Inni operatorzy bazujący na ofercie hurtowej TP mają jednak ograniczone możPaństwa celem jest zmniejszenie kosztów użytkowania internetu. Skąd pewność, że TP będzie zainteresowana obniżką cen detalicznych, skoro zmuszacie ją tym samym do redukcji stawek dla konkurencji? Czy pomysł na zmniejszenie cen internetu nie okaże się chybiony?

To sprawa operatora i niezależnego regulatora, rząd może tylko stwarzać ramy regulacyjne. Regulator może zaś regulować rynek. Jednak przeanalizujmy przykłady i doświadczenia innych krajów. Kiedy operator zasiedziały przechodzi z monopolu naturalnego na układ rynkowy, rozbudowuje zwykle bazę abonencką. Pozyskuje po prostu maksymalną liczbę klientów, dzięki obniżkom cen detalicznych. Wstrzymuje za to obniżki cen hurtowych. Dlatego też wszyscy narodowi operatorzy redukują koszty infrastruktury - inwestują w nowoczesne technologie, zmniejszają zatrudnienie. Zdają sobie sprawę, że przez zwiększenie liczby łącz nie zdobędą już licznego rynku.

Wielu jednak operatorów - tak zrobił brytyjski BT, tak robi Deutsche Telekom - powiedziało: naszym pierwszym celem strategicznym nie jest już wzrost relacji z masowym konsumentem. Skupiamy się na rozwoju rynku hurtowego, budujemy relacje z innymi operatorami na rynku.

Skąd taka zmiana podejścia? BT opublikował w lutym 2003 r. nową ofertę szerokopasmowego internetu. Tamtejszy regulator - Oftel - odpowiedział: nie ma mowy, dopóki nie obniżycie cen hurtowych. BT tak zrobiło. Efekt był korzystny dla całego rynku, także dla spółki. Działalność rozpoczęli nowi operatorzy, oferujący internet na bazie infrastruktury BT. Małe firmy mogły zapewnić zupełnie nowe kanały dystrybucji. Dlatego BT powtórzyła ten model przy promocji radiowego dostępu do sieci.

Zarówno TP, jak i BT były kiedyś monopolistami. Ale to u nas mamy poważny problem z dostępem operatorów do łączy. 85-87% łączy telefonicznych powstało, kiedy TP była firmą państwową. Żaden operator wchodzący na rynek nie będzie jednak w stanie stworzyć konkurencyjnej sieci technologicznej o takiej wielkości. Musi korzystać z łączy TP. W krajach UE nie ma drugiego BT, France Telecom czy DT - model rynku zakłada rozwój konkurencji na bazie istniejącej infrastruktury.

Reklama
Reklama

Jak ułatwić alternatywnym operatorom dostęp do istniejących linii?

Liberalizować dostęp do infrastruktury, a przede wszystkim do sieci dostępowej. Ze względu na niski poziom penetracji telefonii stacjonarnej, należy też stymulować mechanizm opłacalności rozwoju infrastruktury. W prawie stworzono m.in. definicję usług powszechnych. Wśród nich - zapewnienie dostępu do sieci dla klientów indywidualnych i firm telekomunikacyjnych. TP, jako operator o dominującej pozycji na rynku, ma teraz obowiązek świadczyć te usługi. Musi jednak uzasadnić swoje stawki ponoszonymi kosztami. Stawki, jak i marżę pobieraną od innych operatorów za dostęp do sieci kontroluje regulator.

Ponieważ utrzymanie części łączy nie jest opłacalne, mechanizm regulacji pozwalał, żeby TP pokrywała niedobór np. z taryf międzystrefowych lub połączeń lokalnych czy np. z cen za dostęp za usługi hurtowe. Aby zwiększyć klarowność subsydiowania usług powszechnych, w nowym prawie telekomunikacyjnym z 2004 r. stworzono inną konstrukcję dopłat. Powstać ma Fundusz Usług Powszechnych. Będą na niego płacić wszyscy więksi operatorzy na rynku. Zanim zacznie się zbierać pieniądze, musimy jednak wiedzieć, co mamy dotować. To właśnie będzie precyzować ów "model", o którym rozmawialiśmy. Chodzi przecież o niemałe kwoty - według wstępnych szacunków 1,6-2 mld zł rocznie.

Co zatem proponujecie w modelu?

Chodzi o to, aby dopłaty były uzasadnione ekonomicznie. Postulujemy, aby dotacja szła tylko na "czyste" koszty infrastruktury. A więc na pewno koszt położenia kabla miedzianego, koszt tzw. karty abonenckiej. Koszty obsługi, wzorem innych krajów, nie powinny być uwzględnione. Przewidujemy bowiem, że w miarę upływu lat i cyfryzacji łączy oraz wprowadzania technologii IP będą one traciły znaczenie.Kiedy zmiany odczują klienci?

Reklama
Reklama

Przypuszczam, że nowy ład, który możemy osiągnąć dzięki modyfikacji stawek, mógłby przynieść efekt zaraz po rozstrzygnięciu konkursu na operatorów usług powszechnych. W świetle nowego prawa, do września URTiP powinien ogłosić przetarg, w którym, oprócz TP, o status takiego operatora mogą się starać inne firmy. Dlatego trzeba jeszcze rozstrzygnąć: czy konkurs ma dotyczyć całej Polski, czy może będą to przetargi regionalne. Wybranym firmom należy narzucić nowy sposób kalkulacji kosztów. Spodziewam się jakościowej zmiany i, co bardzo istotne, dużego impulsu dla operatorów niezależnych. To fundament w rozwoju konkurencji i przejrzystości rynku.

O ile mogą wtedy spaść ceny internetu?

Tak jak już mówiłem, ceny hurtowe mamy wyższe od europejskich nawet o 25%. O tyle właśnie - według ostrożnych szacunków - mogą spaść stawki za połączenia.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama