Na poziom notowań na amerykańskich giełdach największy wpływ mają ostatnio dane o inflacji. Najpierw, w poprzedni piątek, poinformowano, że w styczniu ceny na poziomie producentów wzrosły - w porównaniu z grudniem - o 0,3%. Ponieważ, po grudniowym spadku inflacji na poziomie producentów o 0,3%, oczekiwania analityków odnośnie do stycznia były niższe, giełdy zareagowały spadkiem. Wyższa inflacja od oczekiwanej oznacza bowiem, że amerykańskie władze monetarne mogą być zmuszone szybciej, niż to się wcześniej wydawało, podnosić stopy procentowe. Takie działanie zachęcać będzie (ze względu na rosnącą rentowność) do inwestowania w obligacje i tym samym odciągać od akcji. Papiery udziałowe staną się mniej atrakcyjne także ze względu na możliwe spowolnienie gospodarcze i spadek zysków przedsiębiorstw.
W środę amerykański Departament Pracy podał drugi ważny miernik inflacji - indeks CPI. Ceny na poziomie konsumentów wzrosły w styczniu o 0,1%, co było wynikiem niższym od oczekiwań. Został on odebrany jako korzystny dla akcji - stąd m.in. zwyżka notowań w środę, "poprawiona" w czwartek. Jednak zaskakująco korzystny styczniowy wskaźnik inflacji CPI nie zmienia trendu na wykresie rocznego wskaźnika inflacji. Szczególnie wysoko jest inflacja bazowa (bez żywności i energii), która osiągnęła 2,7% i jest na najwyższym poziomie od października 2002 roku. Również bazowy wskaźnik PPI znajduje się w silnym trendzie wzrostowym. Ponieważ ceny surowców - reprezentowane przez indeksy CRB i CRB Futures - wciąż znajdują się na wysokich poziomach, trudno przypuszczać, żeby napięcia inflacyjne i tym samym groźba szybszych podwyżek stóp procentowych przestały w najbliższym czasie zagrażać rynkom akcji.
Australia idzie na południe
W kontekście drożejących cen surowców - np. miedź i aluminium są notowane na najwyższym poziomie od wielu lat - ciekawie wygląda zachowanie indeksu giełdy australijskiej. All Ordinaries, w którego skład wchodzi niemal 500 przedsiębiorstw, zdominowany jest przez spółki surowcowe i banki. W pierwszej dziesiątce klasyfikacji indeksu znajdują się cztery banki i dwie spółki z branży wydobywczej. Łączny udział banków z pierwszej dwudziestki klasyfikacji All Ordinaries w całym indeksie wynosi prawie 20%, spółek wydobywczych niecałe 10%. Dotychczas, wraz ze wzrostem cen surowców, notowania ostro szły w górę, a BHP Billiton i Rio Tinto zaliczały się do liderów. Inwestorzy zwyżkę cen surowców postrzegali jako korzystną dla spółek wydobywających je i jednocześnie "twierdzili", że wzrost notowań nie osłabi reszty gospodarki. Ostatni spadek indeksu All Ordinaries wyraża obawy, że ceny surowców zbyt długo utrzymują się na wysokim poziomie i tym samym zaczynają jednak zagrażać wzrostowi gospodarczemu.
Od szczytu z 7 lutego wartość indeksu All Oridinaries spadła o 2,3% i jest to największe obsunięcie od sierpnia 2004 roku. Przełamanie testowanej właśnie linii trendu wzrostowego będzie sygnałem, że obawy te stają się coraz mocniejsze. Piątkowa zwyżka indeksu o 0,7%, choć oddala taką ewentualność, to jej nie wyklucza.