- Na rynku brytyjskim kontrakty PPP rozwijają się od dawna. Niestety, brak właściwego uregulowania prawnego partnerstwa w Polsce powoduje, że tamtejsi deweloperzy wstrzymują się z inwestowaniem - przyznaje Artur Kulawski, partner w kancelarii Linklaters. Specjaliści spodziewają się, że ustawa o PPP "rozkręci" projekty deweloperskie w centrum miast. Teraz gminy nie chcą oddawać atrakcyjnych gruntów na własność inwestorowi. Zamiast tego, proponują formę czasowego użytkowania. Wtedy jednak deweloper nie ma prawa ubiegać się o kredyt hipoteczny.
Problem ten był szczególnie widoczny przy przetargu na zagospodarowanie placu Piłsudskiego w Warszawie. Dużą część środków zapewnia miasto. Inwestor ma wyłożyć około 100 mln USD. Ostatecznie, zgłosiło się tylko trzech potencjalnych wykonawców - francuski Bouygues, węgierski TriGránit oraz belgijski Buelens. - Gdyby regulacje PPP już istniały, przetargiem zainteresowałoby się znacznie więcej firm, m.in. brytyjskich - przyznaje A. Kulawski. Sprawy finansowe okazały się także barierą dla brytyjskiego Jarvis. Deweloper
chciał wybudować i eksploatować u nas akademiki (na bazie PPP). Władze kilku uczelni nie umiały jednak zagwarantować stabilnych wpływów za wynajem pokoi. Projektów PPP unika również obecny w Polsce Helical Bar.
Rządowy projekt ustawy o partnerstwie zakłada, że w problematycznych przypadkach mogłaby być zawarta umowa spółki publiczno-prywatnej, co ułatwiłoby uzyskanie kredytu przez inwestora. Specjalne formy finansowania przygotowały już banki angielskie - m.in. Barclays i Royal Bank of Scotland. Projekt trafił do Sejmu jeszcze w październiku 2004 r. Prace nad nim utknęły jednak w komisji gospodarki. Na jak długo? - Szanse na uchwalenie ustawy jeszcze w tej kadencji oceniam może na 65% - mówi nam Irena Herbst, wiceminister gospodarki. Są też bardziej sceptyczne głosy. - Obawiam się, że posłowie nie będą ryzykowali jej przyjęcia przed wyborami. PPP kojarzona jest bowiem z niekoniecznie uczciwym powiązaniem biznesu i administracji - przyznaje A. Kulawski.