Zwiększona zmienność rynku akcji daje o sobie znać. Po dwóch tygodniach spadków wczoraj WIG20 podskoczyła prawie 2%. Na uwagę zwraca skok w górę notowań Dębicy - inwestorzy uznali, że osłabiający się złoty zdejmuje presję z marż spółki. Pod wpływem umacniającej się krajowej waluty w czwartym kwartale zeszłego roku firma zarobiła mniej niż 1 mln złotych i był to najgorszy wynik od trzech lat.

Choć wczorajsza sesja miała wydźwięk optymistyczny, trudno przypisać taki amerykańskiej inflacji na poziomie producentów (PPI). W lutym ceny wzrosły 0,4% (w porównaniu ze styczniem). Inflacja bazowa, czyli bez uwzględniania żywności i energii, wzrosła o 0,1%. Roczny wskaźnik (bazowy) wyniósł 2,8% i jest na najwyższym poziomie od listopada 1995 roku. Początkową reakcję rynków za Atlantykiem można interpretować z optymizmem - takie tempo wzrostu cen nie zmusza Fed do przyspieszenia tempa podwyżek stóp procentowych, a jednocześnie informuje o tym, że producenci nieźle radzą sobie z podnoszeniem cen. Więc rentowność 10-letnich not spadła, a ceny akcji wzrosły. Ale, po pierwsze, trend główny na wykresie rentowności, który jest wzrostowy, nie został zakończony, po drugie, wzrost indeksu Nasdaq Composite o 0,2%, po obronie wsparcia w okolicach 2 tysięcy punktów, to nie jest wiele. Zagrożenie, które zachowanie amerykańskich rynków długu i akcji stwarza dla giełd gospodarek wschodzących, nie zostało zażegnane. Może ono zwiększyć się, jeśli po dzisiejszej decyzji Fed o podniesieniu podstawowej stopy procentowej do 2,75%, reakcja giełd będzie negatywna (spadek kursów obligacji i akcji).

Równie nerwowa atmosfera jak w Warszawie, panuje na giełdzie w Budapeszcie i Pradze. Niższa płynność notowanych na tamtejszych rynkach akcji sprawia, że ruchy cen są jeszcze większe. Węgierski BUX wzrósł wczoraj 3%, PX50 2,7%. Zmienność obydwu rynków jest na najwyższym poziomie w historii, co zapowiada ciąg dalszy emocji na rynkach naszego regionu.