Agora, firma o wartości rynkowej rzędu miliarda dolarów, która buduje swoje miejsce w sektorze mediów od 1989 roku, poza wydawaniem prasy zaangażowana jest także w biznes reklamy zewnętrznej, magazyny i regionalne rozgłośnie radiowe. Wciąż myśli też o wejściu w biznes telewizyjny.
Ostatnie dwa lata w historii firmy były czasem dużych wyzwań. Najpierw pojawił się rządowy projekt ustawy ograniczającej konkurencję na rynku mediów i de facto blokujący zakup stacji telewizyjnej przez Agorę. Ostatecznie rząd wycofał go, ale stało się to dopiero po wybuchu skandalu wokół łapówki jaką proponowano Agorze za korzystne poprawki. "Trochę po tej całej aferze telewizyjnej znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że waliliśmy głową w mur. Myśmy się trochę zacięli. Pierwszy raz w naszej historii zatrudniliśmy konsultantów strategicznych od rynku mediów, którzy pomogli odświeżyć nasze myślenie o alternatywnych ścieżkach rozwoju" - powiedziała Rapaczyńska.
"Przyjęliśmy taką politykę, że jesteśmy otwarci na akwizycje, ale i patrzymy też na green-fields, na tworzenie projektów od podstaw. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że mogą one mieć bardzo różny wpływ na potencjalne wyniki finansowe" - stwierdziła w wywiadzie dla Agencji Reuters prezes Agory.
Kolejnym wyzwaniem dla wydawcy Gazety Wyborczej było wejście na polski rynek gazet codziennych niemieckiego koncernu Axel Springer, którego tabloid "Fakt" wywalczył pod względem sprzedaży pierwsze miejsce w tym segmencie.
"Jeśli spojrzymy na rynek czytelniczy, to myślę, że sytuacja się wyklarowała. Myśmy przecież nie wiedzieli jaką gazetę będzie wydawał Springer. Mówili, że będzie to gazeta mid-market. A to jest to gazeta down-market, ma inną strukturę czytelnictwa niż nasza, jesteśmy więc spokojniejsi (o pozycję Gazety) niż byliśmy rok temu" - powiedziała.