Spadkowi, który przejściowo sprowadził kurs Prokomu do zaledwie 117 zł, towarzyszyły bardzo wysokie obroty. Wyniosły 47,7 mln zł. Właściciela zmieniło 200 tys. akcji, czyli ponad 1,4% kapitału. W przeszłości tak wzmożony handel walorami Prokomu miał miejsce jedynie w sytuacjach, gdy papierów pozbywał się prezes Ryszard Krauze lub należący do niego Prokom Investments. Papiery przechodziły wtedy z rąk do rąk w umówionych transakcjach. Wczoraj podaż pochodziła z wielu źródeł, co świadczy o tym, że inwestorzy masowo tracą zaufanie do spółki.
Klient tnie wydatki
Bezpośrednią przyczyną środowej wyprzedaży była informacja, że jeden z najważniejszych klientów spółki - grupa PZU - zdecydował się ograniczyć liczbę prowadzonych projektów informatycznych. Obie spółki wiąże umowa ramowa, na mocy której Prokom (w konsorcjum z amerykańskim CSC) miał być preferowanym wykonawcą kolejnych systemów (przede wszystkim systemu centralnego) wdrażanych przez ubezpieczyciela. Umowa została podpisana rok temu. Jej szczegóły, a zwłaszcza lista projektów, które miały przypaść Prokomowi, nigdy nie zostały ujawnione. Analitycy szacowali wartość prac w pierwszym okresie na około 500-700 mln zł oraz w kolejnym na 1 mld zł, na przystosowanie oddziałów spółki do nowego systemu.
- Prokom jest dostawcą i twórcą najistotniejszego systemu, jakiego potrzebujemy, więc rola i przyszłość tej spółki jest zdefiniowana. Zmieniliśmy jednak priorytety, gdyż wielu wcześniej planowanych projektów nie bylibyśmy w stanie w ciągu dwóch lat zaabsorbować - mówił na wczorajszej konferencji prasowej Mirosław Szturmowicz, członek zarządu PZU ds. informatyki. Zapewnił, że umowa ramowa z konsorcjum Prokomu i CSC nadal obowiązuje. - Pewne projekty, które miało realizować konsorcjum Prokom/CSC, być może zrobią inne firmy - przyznał jednak. Nie zdradził szczegółów.
Zmiana celów