W dziale kontraktów na zboża giełdy chicagowskiej handel nadal prowadzi się tylko i wyłącznie "twarzą w twarz" - czyli bezpośrednio między maklerami obecnymi na parkiecie - mimo że już ponad połowa wszystkich transakcji na CBoT zawierana jest w systemie elektronicznym. Jeśli chodzi o najpopularniejsze kontrakty na giełdzie - futures na amerykańskie obligacje - na platformę elektroniczną przypada już ponad 90% obrotów.
CBoT nie chce rewolucji i przynajmniej na razie handel w segmencie zbóż nadal będzie prowadzony tylko na parkiecie. Ale przyzwyczajeni do kartki i ołówka traderzy dostali ultimatum - albo zaczną w końcu używać mieszczących się na dłoni elektronicznych urządzeń do wprowadzania transakcji, albo będą płacić kary. Giełda narzeka, że oferty na karteczkach często są zapisane niechlujnie i pojawiają się błędy przy wprowadzaniu ich do giełdowego systemu notowań. Przez to często transakcji nie można właściwie zaksięgować aż do następnego dnia.
Małe komputerki mają rozwiązać ten problem i przyspieszyć pracę. Dzięki nim system może bowiem automatycznie kojarzyć zlecenia. Na razie korzysta z nich tylko część maklerów. Przypada na nie około 60% transakcji dotyczących kontraktów na kukurydzę, 45% - śruty sojowej i 40% - dotyczących pszenicy.
Zachętą do rozstania z karteczkami ma być zwolnienie z opłat za handel do końca tego roku. Kto pozostanie oporny wobec zdobyczy techniki, za każdą transakcję zapisaną długopisem, zamiast w elektronicznym urządzeniu, zapłaci 10 centów. Na zmianę przyzwyczajeń maklerzy mają trochę czasu, bo kary będą naliczane dopiero od początku czerwca. Za przeprowadzenie pojedynczej transakcji na CBoT maklerzy z parkietu muszą uiścić prowizję w wysokości 5 centów.
Bloomberg