Prezes podkreślił, że każde opóźnienie w ofercie publicznej Grupy Lotos byłoby niebezpieczne głównie dlatego, że spółka bardzo szybko potrzebuje środków na rozwój oraz na zapłatę za przejęte od Skarbu Państwa akcje rafinerii południowych.
Pierwsza oferta publiczna do 35 mln akcji serii B - według wcześniejszych zapowiedzi - będzie miała wartość ok. 900 mln zł. Za 80,04% akcji Rafinerii Czechowice Grupa Lotos ma zapłacić 13,78 mln zł, za 80,01% akcji Rafinerii Jasło - 1 zł i za 91,54% akcji Rafinerii Glimar - także 1 zł, zaś za 69% walorów spółki wydobywczej Petrobaltic - 243,50 mln zł.
Ewentualnie, przy dużym popycie na akcje, kontrolowana przez Skarb Państwa Nafta Polska sprzeda walory Lotosu w ilości do 8,9 mln sztuk. Skarb Państwa ma jednak zachować - bezpośrednio i poprzez Naftę Polską - co najmniej 51% kapitału spółki. Nafta chce, by w drugim etapie prywatyzacji - już w 2006 roku - Lotos pozyskał inwestora branżowego.
Tymczasem o możliwość debiutu na warszawskiej giełdzie w czerwcu konkuruje z naftową spółką Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG), które chce pozyskać z oferty akcji nowej emisji ok. 1,5 mld zł. Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) chce uniknąć nałożenia się tych ofert, ale wciąż nie zdecydowało, która spółka ma trafić na giełdę jako pierwsza. Debiut drugiej spółki mogłyby pokrzyżować wybory parlamentarne.
Olechnowicz powiedział w środę, że Grupa Lotos SA wypracowała w 2004 roku 10,5 mld zł przychodów, z czego 3,5 mld zł trafiło w drodze akcyzy do budżetu państwa i miała 0,5 mld zł zysku netto, zgodnie z planem.