Dolar w dalszym ciągu ma problemy z przebiciem marcowego szczytu, jaki został ukształtowany przy 3,226 zł. To nie pozwala mówić o ostatecznym zakończeniu miesięcznej konsolidacji. To właśnie kierunek wybicia z niej określi przebieg dalszych zdarzeń. Wydaje się, że wciąż przewagę mają zwolennicy dolara. Jeszcze kilka tygodni temu słabe dane o sprzedaży detalicznej wywołałyby falę zakupów złotego i obligacji w nadziei na szybkie obniżki stóp. Znów górę wzięły obawy polityczne - PiS umacnia się w sondażach, w ubiegłym tygodniu zmienił się minister finansów na Węgrzech, wczoraj premier w Czechach. Inwestorzy nie lubią takiej niepewności.
Jednocześnie utrzymuje się dość znaczna korelacja z notowaniami dolara. Od pewnego czasu funkcjonuje ona jednak tylko w jedną stronę - mocniejszy dolar oznacza słabszego złotego. Natomiast deprecjacja amerykańskiej waluty nie pomaga naszemu pieniądzowi. To też sygnał słabości złotego.
Wczoraj w południe dolar kosztował nawet 3,25 zł, ale potem inwestorzy zaczęli wracać do złotego. Ostatecznie dzień zakończyliśmy na poziomie 3,227 zł wobec 3,2 zł w piątek po południu. Euro kosztowało 4,186 zł, 0,8 gr mniej niż w piątek. Euro straciło do dolara 0,8 eurocenta i zostało wycenione na 1,298 USD.