Reklama

Sprzedaż tak, ale nie za wszelką cenę

Z Janem Burym, wiceprezesem Naczelnego Komitetu Wykonawczego PSL, rozmawia Tomasz Brzeziński

Publikacja: 27.04.2005 09:03

Czy PSL opowiada się za prywatyzacją czy też nie?

Jesteśmy za prywatyzacją, ale bardzo rozsądną i ostrożną, a nie prowadzoną za wszelką cenę. Dla nas jest ważne, co prywatyzujemy, jak i za ile. Uważamy, że przedsiębiorstwa infrastrukturalne: zakłady dystrybucji prądu i ciepła, producenci ciepła, a także pekaesy powinny być sprzedawane przede wszystkim z udziałem samorządów powiatowych czy wojewódzkich. W krajach rozwiniętych Unii Europejskiej, np. w Szwecji, czy w Niemczech właścicielami takich firm są związki komunalne. Podobnie powinno być w Polsce. Przecież odbiorcami usług świadczonych przez takie firmy są mieszkańcy danego powiatu czy województwa.

Dotychczas ministerstwo skarbu sprzedawało takie spółki w drodze zaproszenia do rokowań. Czy PSL uważa, że to błąd?

Tak, bo często takie przedsiębiorstwa trafiają w ręce przypadkowych inwestorów, a nie branżowych. Kupują oni zakłady energetyczne czy ciepłownicze, po to, by później podnieść stawki, czy zwalniać pracowników. Gdyby spółki infrastrukturalne trafiły w ręce samorządów, to lokalne władze zapewne dbałyby o to, aby nie podwyższać stawek, a nawet dążyłyby do ich obniżenia, np. podnosząc efektywność przejętych podmiotów.

Podobnie negatywny stosunek mamy do dotychczasowej prywatyzacji Pekaesów. Naszym zdaniem inwestorzy, którzy starają się o zakup tych spółek, interesują się głównie gruntami, które często mają bardzo atrakcyjne lokalizacje, np. w centrach dużych miast. Po przejęciu firmy inwestor przenosi jej siedzibę poza granice miasta, a uwolnione w ten sposób nieruchomości sprzedaje z dużą przebitką deweloperom czy zagranicznym sieciom handlowym. Przykładem takiej prywatyzacji jest PKS Grójec.

Reklama
Reklama

A co należałoby zrobić z dużymi przedsiębiorstwami? Sprzedać inwestorowi branżowemu, czy...

Nie. I tu generalna uwaga. Uważamy, że polskie rządy powinny były rozpocząć prywatyzację od najtrudniejszych segmentów, jak np. przemysł ciężki, stoczniow czy wydobywczy, a nie od sprzedaży firm, które są swoistym perpetuum mobile, czyli banków, towarzystw ubezpieczeniowych, Telekomunikacji Polskiej czy producentów energii. Te podmioty nadal mogłyby działać samodzielnie - niepotrzebne były im ani pieniądze, ani dostęp do technologii, który miałby im zagwarantować inwestor branżowy. Niestety, tak się nie stało. Dzisiaj widzimy, że inwestorzy, którzy kupili te firmy, często już po dwóch-trzech latach odzyskali z nadwyżką zainwestowane kwoty. A co pozostało Skarbowi Państwa? Na przykład zakłady górnictwa węgla kamiennego, których restrukturyzacja pochłonęła miliardy złotych, czy stocznie, które co chwila trzeba dotować.

Co w takim razie można z takimi firmami zrobić?

Teraz trzeba znaleźć dla nich inwestorów branżowych, ale nie takich jak w przypadku Fabryki Kabli Ożarów, którą najpierw kupił Elektrim, by potem odsprzedać Telefonice-Kable, która chwilę potem zamknęła zakład. Setki ludzi zostało bez pracy, tylko dlatego, że Skarb Państwa nie włączył do umowy prywatyzacyjnej żadnych skutecznych zabezpieczeń. Nam chodzi o pozyskanie odpowiedzialnych inwestorów, którzy chcą osiąść i budować w Polsce poważną pozycję.

Jaki jest stosunek PSL do prywatyzacji poprzez oferty publiczne? Czy jesteście za rozwojem polskiego rynku kapitałowego?

Nie mamy nic przeciw wybieraniu takiej ścieżki prywatyzacji. Uważamy jednocześnie, że warszawska giełda może być doskonałym miejscem do pozyskiwania kapitału przez małe i średnie polskie firmy.

Reklama
Reklama

A czy na warszawskim parkiecie powinny znaleźć się tak duże spółki, jak PKO BP czy PZU?

Nie byliśmy zwolennikami prywatyzacji poprzez giełdę PKO BP, nie popieramy również podobnych planów w stosunku do PZU.

Dlaczego?

Prywatyzacja dużych atrakcyjnych firm poprzez giełdę jest być może dobra dla drobnych inwestorów, bo mogą na tym sporo zarobić. Ale w kolejnych latach ci pierwotni akcjonariusze sprzedają zazwyczaj papiery, a akcje trafiają w ręce kilku inwestorów, którzy przejmują stopniowo nTaki scenariusz znamy nazbyt dobrze z dotychczasowej prywatyzacji polskiego sektora bankowego. Obawiamy się więc, że nawet jeśli Skarb Państwa sprzedał na razie tylko około 38% akcji PKO BP, i ma kontrolę właścicielską, to zaraz może przyjść nowy bardziej liberalny rząd, np. Platformy Obywatelskiej czy Partii Demokratycznej, który podejmie decyzję o sprzedaży kolejnego pakietu. I bank będzie tylko z nazwy polski. Podobnie przecież było z BGŻ, którego prywatyzacja miała być uzależniona od zgody Sejmu. I co? Ominięto to w ten sposób, że rząd "pod stołem" dał zgodę na podwyższenie kapitału z udziałem Rabobanku oraz EBOiR i Holendrzy przejmują teraz kontrolę, skupując akcje BGŻ od banków spółdzielczych.

Czy według Pana powinno dojść do prywatyzacji Giełdy Papierów Wartościowych?

Jeśli utrzymywanie GPW w rękach Skarbu Państwa uniemożliwia jej ekspansję na innych rynkach, to nasza giełda powinna zostać sprywatyzowana. Nie może tak być, że GPW przegrywa rywalizację o zakup akcji swojej odpowiedniczki na Litwie tylko dlatego, że nie spełnia jednego z istotnych warunków przetargu, czyli nie jest podmiotem prywatnym.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama