To nie wyniki Telekomunikacji były odpowiedzialne za wczorajszy spadek. Zysk netto nie rozczarował, a na niższą sprzedaż wielokrotnie fundusze przymykały oko w poprzednich kwartałach. Tyle tylko, że nie w takim otoczeniu. Wszystko "popsuł" rynek walutowy. Nie tylko nasz lokalny, ale mowa o walutach całego regionu. Bardzo dynamicznie słabł polski złoty, węgierski forint, czy w końcu nawet czeska korona, której spadek zdynamizowało zaskakujące obniżenie stóp procentowych do rekordowo niskiego poziomu. Takie działania banków centralnych sprawiają, że zagraniczni inwestorzy coraz szybciej chcą skracać pozycje w akcjach.
Takiej decyzji pomagają też amerykańskie dane makro (PKB), wyraźnie zbliżające amerykańską gospodarkę w objęcia stagflacji i odsuwające możliwość pozytywnej interpretacji (w dłuższym terminie) jakiejkolwiek decyzji Fed (3 V). Agresywna polityka monetarna wskaże zagrożenie inflacją, a zbyt łagodny komunikat zasugeruje rynkom negatywną ocenę stanu gospodarki.
W tym otoczeniu na GPW coraz wyraźniej widać zbliżający się test styczniowych dołków. O ile waluty regionu nie przestaną słabnąć, o tyle możemy to zrobić już na najbliższych sesjach. Warto przy tym zauważyć, że wszystko cały czas rozgrywa się według wręcz książkowego scenariusza wynikającego z analizy technicznej. W połowie kwietnia dynamicznie przebiliśmy wsparcie w postaci dołków z poprzedniego miesiąca (61,8-proc. zniesienie całej fali wzrostowej ze stycznia), zrobiliśmy następnie ruch powrotny, który zatrzymał się na luce bessy z połowy marca (38,2-proc. zniesienie spadku), a następnie po kolejnym dynamicznym zwrocie na południe konsekwentnie zbliżamy się do zniesienia całej tegorocznej fali wzrostowej. Po kwietniowym wybiciu to docelowy poziom spadku. Ten scenariusz zanegować może dopiero wyjście nad linię trendu spadkowego.