Od ponad dwóch tygodni notowania indeksu S&P 500 poruszają się poniżej ważnego do niedawna wsparcia (1165 pkt). Z chwilą jego pokonania posiadanie akcji straciło sens. Ryzyko kontynuacji przeceny do około 1100 pkt cały czas wydaje się większe, niż możliwość powrotu do trendu wzrostowego. Ostatnie odbicie miało typowo korekcyjny charakter (podobny do tego z przełomu marca i kwietnia). Tym razem jednak stanowiło także ruch powrotny do przełamanego wsparcia. Sygnałem do dalszej zniżki będzie spadek poniżej dołka sprzed kilku sesji - 1137,5 pkt.

Niedźwiedziom powoli przestają sprzyjać wskaźniki techniczne. Średni indeks ruchu kierunkowego (ADX) porusza się już powyżej obu linii kierunkowych, co wskazuje na dojrzały trend, który w każdej chwili może się odwrócić. Taką możliwość sygnalizuje również tygodniowy MACD-histogram. Wskaźnik ten dotarł do najniższego poziomu od sierpnia 2004 r. Wtedy przy tych samych wartościach S&P 500 tworzył dołek. Sygnały te, jak na razie, jednak nie wystarczają, by zniwelować negatywne wrażenie, jakie robi sam wykres indeksu. Do czasu powrotu powyżej 1165 pkt długich pozycji lepiej nie otwierać.

Po silnej przecenie, która od 11 do 18 kwietnia zmniejszyła wartość indeksu Nikkei 225 prawie o 8%, przyszła pora na korektę. Mimo iż trwa ona już dwa tygodnie, indeks praktycznie wcale się nie podniósł. Zamiast tego na wykresie powstała formacja flagi. Biorąc pod uwagę moment, w który się utworzyła (po spadku), ma ona bardzo pesymistyczną wymowę. Sygnał sprzedaży pojawi się z chwilą spadku poniżej ostatniego dołka 10 938 zł. Po nim notowania dość szybko powinny kierować się do 10 150 pkt. Mimo iż znacznie wcześniej, bo już w okolicy 10 650 pkt, znajduje się ważne średnioterminowe wsparcie, to możliwość przeceny do 10 150 pkt nie można ignorować. Nawet jeżeli krótkoterminowy trend spadkowy miał się zatrzymać na wspomnianym wsparciu, to i tak oznaczałoby to jeszcze ponad 3-proc. spadek z obecnego poziomu. Z decyzjami o kupnie japońskich akcji lepiej więc jeszcze się wstrzymać.