Reklama

Słowo grosza niewarte

Publikacja: 05.05.2005 08:26

Jutro premier Marek Belka poda się do dymisji. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że prezydent dymisji nie przyjmie, więc premier, jako człek skłonny do kompromisu, na swoją dymisję naciskać nie będzie. Na dodatek Sejm, mimo krzyków i pogróżek, też się nie rozwiąże. Wszystko pozostanie po staremu i nadal będzie trwać nasza mała stabilizacja.

Oczywiście, nikt nie daje gwarancji, że samorozwiązanie się Sejmu czy dymisja premiera coś by zmieniły, zwłaszcza na lepsze. Ale pokazałyby, że jesteśmy w stanie wybrać ludzi, którzy umieją przyznać się do porażki. Zdaję sobie sprawę, że to rzadka umiejętność, nawet wśród tzw. szarych obywateli, więc rzeczywiście być może za dużo wymagam od posłów. W końcu są tacy sami jak ich wyborcy.

Poza tym - nie chodzi tu tylko o umiejętność przyznania się do błędu, bo samo bicie się w pierś to w tym przypadku nieco za mało. Chodzi raczej o to, żeby ponieść tego konsekwencje. Bo strata apanaży i znaczenia taką konsekwencją jest. Ale tak się składa, że panowie ci w sporej części pochodzą z SLD czy SdPl, a także PSL, a więc partii, które w dużym stopniu na umiejętności unikania odpowiedzialności są zbudowane.

Patronem tych partii jest tak naprawdę generał Wojciech Jaruzelski, który udaje, że nic nie wiedział, nie rozumiał, nikomu nie wydawał żadnych poleceń i wszystko zwala na innych.

Jak już napisałem, umiejętność przyznania się do błędów i poniesienia ich konsekwencji nie jest rzeczą często spotykaną w społeczeństwie, ale tak na-prawdę jej brak nie jest też głównym powodem do wstydu. O wiele gorsze światło rzuca na posłów fakt, że wybrali premiera, który za nic ma swoje własne słowo.

Reklama
Reklama

Bo w końcu nikt nie kazał panu premierowi Markowi Belce zapowiadać, że poda się do dymisji. Mógł od razu zwalić wszystko na Sejm i zapowiedzieć, że będzie rządzić tak długo i tak dobrze, jak mu pozwoli ten Sejm. Tymczasem jednak premier powiedział, że do dymisji się poda. A teraz pokazuje to na prezydenta, to na Sejm. Lecz przecież gdyby chciał - odszedłby. I zrobiłby to skutecznie.

Być może odejście obniżyłoby jego notowania u prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Wiadomo, polityk, zwłaszcza tak bardzo wielopartyjny jak premier Marek Belka (czy ktoś wie, w jakim jest ugrupowaniu?), musi myśleć o rozwoju kariery. A tymczasem zdecydowane "nie" dla dalszego sprawowania władzy mogłoby pana premiera w przyszłości pozbawić nadziei na jakąś eksponowaną posadę u boku nowego (nomen omen) sekretarza ONZ. Być może zdecydowana rezygnacja narobiłaby panu premierowi wrogów wśród tej części posłów, którzy nadal spłacają kredyty na nowe domy czy samochody. A może wśród innej grupy, która zarobiła w ciągu tych czterech lat dość, by kupować domy i samochody za gotówkę, a teraz jak ognia boi się utraty immunitetu. Zwiększyłaby jednak wiarygodność pana premiera.

Rozumiem jednak, że tego nie chce sam pan premier. To wynik doskonałej kalkulacji politycznej. W końcu taką skuteczną dymisją pokazałby, że na tyle ceni swoje słowo i wiarygodność, że nie rzuca słów na wiatr. Tym samym postawiłby się wysoko nad sporą częścią klasy politycznej, przede wszystkim - nad wszystkich kolegów z lewej strony. A kto by go wtedy wziął na listy wyborcze albo zapewnił jakąś miłą posadę? Przecież wszyscy wiedzą, że posłowie SLD czy SdPl wolą wybierać "swojaków". Czyli tak samo pozbawionych wiarygodności jak oni.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama